25 września 2013

# Harry (z dedykiem dla Anity Zielińskiej).

  Tak to jest oczywiste, że nie jest łatwo mieć w szkole, w klasie a w ławce to już w ogóle gwiazdę show biznesu a już szczególnie specjalistę od muzyki. Inni rzekliby, że to przez tłumy fanek i szumu, ale u Ciebie o to nie chodziło. Do Twojej klasy uczęszczał nijaki Harry Styles, tak ten Harry z One Direction. No ale dobrze, przejdźmy do sedna sprawy. Harry na pozór był wspaniałym uczniem, synem i kolegą, hmmm..no w sumie nie można powiedzieć, że do niedawna tak było. Był miły, pomocny ale odkąd zaczął kolegować się ze swoim teraźniejszym przyjacielem od siedmiu boleści a mianowicie Max'em, woda sodowa uderza mu do głowy. Nikt nie miał na niego wpływu, bynajmniej inni nadal myśleli, że to ten sam chłopak ale się grubo mylili w przeciwieństwie do Ciebie. Tylko Ty go naprawdę dobrze znałaś, chodź szczerze powiedziawszy wolałabyś go nigdy nie widzieć na oczy. Było to tak, że jeszcze parę miesięcy temu byliście najlepszymi przyjaciółmi a 1D biło w Twoim sercu. Wiec aby wszystko miało ręce i nogi było to tak, Harry od zapoznania z Max'em zaczął Ci dokuczać chodź do tego czasu bronił Cię i uważał na Ciebie bardziej niż na kogokolwiek innego. Ty nie dawałaś się ośmieszać i przez to nie raz wyśmiewano się o dziwo z chłopaka. Było to bardzo przykre dla Ciebie szczególnie, że jedna osoba potrafiła zniszczyć tą wielką przyjaźń, której jak dotąd nikt nie dał rady zburzyć. Lecz wydarzenia ostatnich dni zaczęły Cię jeszcze bardziej niepokoić niż to wszystko co do tej pory się wydarzyło. Harry był w złym stanie, miał wiecznie podkrążone oczy, pocięte ręce które wyglądały na samookaleczenie, włosy w kompletnym nieładzie co dla Loczka było niestosowne. A o ciuchach wolałaś nie wspominać. Tego dnia po szkole postanowiłaś go śledzić bo jak nigdy, wybrał drogę w gęsty, ciemny las. Pobiegłaś za nim, zaczęłaś przedzierać się przez gęste chaszcze i walczyłaś z pokrzywami. W chwili ciszy usłyszałaś przeraźliwy krzyk, był to Harry. Pobiegłaś do przodu i ujrzałaś Harr'ego ubolewającego nad nogą w pęcherzykach..popiekł się.
- Harry, co Ty wyprawiasz? - spytałaś zmartwiona.
- Idę na spacer, przewietrzyć się. Zresztą nie interesuj się. - odpowiedział oburzony. 
Po chwili zauważyłaś nóż w plecaku bruneta:
- Po co Ci ten nóż do jasnej cholery? Co Ty kombinujesz?! - zdesperowana odrzekłaś.
- Po pierwsze, to scyzoryk, zawsze się może przydać. - powiedział obojętnie.
- Nie sądzę wiesz..
- Nie mam zamiaru z Tobą dyskutować. - odpowiedział.
- Czego jesteś taki uparty i tajemniczy. Nigdy taki nie byłeś Harry bo wiesz.. - z płaczem i załamaniem w głosie mówiłaś lecz chłopak Ci przerwał.
- Wiesz co wiem co chcesz powiedzieć, chodź coś Ci pokaże. 
Ruszyliście. Po krótkim czasie byliście na miejscu. Pokazał Ci starą ruinę bez dachu, w kompletnej rozsypce. 
- Po co mnie tu przyprowadziłeś? 
- Wiesz dlaczego tak źle wyglądam? Ostatnio przesiaduję tu całe dnie nie śpię, nie jem bo piszę piosenki dla najważniejszej osoby którą j..- nie dałaś mu skończyć.
- No okej, ale dlaczego masz poharatane ręce? - mówiłaś z pretensją w głosie.
- Spadłem pewnego razu z góry, strop się zawalił..no ale pisze tu piosenki dla..
- No dla kogo? - przerwałaś mu.
- Właśnie do tego zmierzam tylko mi przerywasz. Dla Ciebie głuptasie.. - zaśmiał się.
- Napraw..
Nie dał Ci powiedzieć dalej, wasze usta weszły w namiętny i soczysty pocałunek, po tym incydencie poszliście na samą górę ruiny gdzie podziwialiście niebo i gwiazdy potem Harry zaśpiewał Ci piękną piosenkę. Po 22 wróciłaś do domu, wszystko się unormowało a Ty byłaś najszczęśliwszą osobą na kuli ziemskiej. 

_____________________________________________
 Przepraszam, że takie kiepski ale brak weny :( Ale mimo wszystko życzę miłego czytania i liczę na liczne komentarze.

Czytasz=Komentujesz :))

24 września 2013

# Harry (z dedykiem dla Igi Sadowskiej) BARDZO KRÓTKI.



Jesteś sławna , ponieważ wygrałaś brytyjską wersję programu telewizyjnego "X-Factor". Zaprzyjaźniłaś się z innymi uczestnikami, sławnymi osobami a w tym również z chłopcami z One Direction. Jednak najbardziej dogadujesz się z Harrym. Harrym Styles'em. Nadchodzi zima a wraz z nią sylwestrowy koncert.
Przed swoim występem, za kulisami
gawędzisz z Harrym. Był tam z tobą, ponieważ ktoś musiał dodać ci otuchy.
- Wyluzuj... Wszystko pójdzie dobrze. - mówił Harry.
-Tak tobie łatwo mówić bo to dla ciebie nie jest już nowością. - odpowiedziałaś mu.
- Ale przecież wiesz że ja też tak miałem prawda? - ciągnie dalej.
- No wiem, wiem . - mówisz.
- Muszę ci o czymś powiedzieć. -odparł niepokojąco.
- Słucham uważnie. - powiedziałaś niecierpliwie.
- Myślałem nad tym przez długi czas. Nie możemy się już dalej przyjaźnić. - palną prosto z mostu.
- Że co ?! - zapytałaś z niedowierzaniem.
- Zrywam przyjaźń z tobą. No, teraz twoja kolej, idź tam i śpiewaj.
Po tych niezbyt miłych dla ciebie słowach chłopak odszedł i zostawił cię samą. Wchodzisz na scenę a na twojej twarzy gości przepiękny uśmiech. Byłby ładniejszy gdyby nie był nie wymuszony. Zaczynasz śpiewać. Publiczność oszalała na twoim punkcie. Starałaś się nie myśleć o tym co powiedział ci Harry. Chciało ci się płakać, albo wręcz przeciwnie - ryczeć, ale byłaś dzielna. Po skończonym występie publiczność żegna cię gromkimi brawami a ty udajesz się za kulisy i kierujesz do swojej garderoby. Zatrzymuje cię Harry.
- Cudowny występ kochanie - podchodzi do ciebie.
- Nie mów tak do mnie i nie zbliżaj się. W ogóle nie wymawiaj mojego imienia jasne?! - powiedziałaś zbulwersowana.
- Czekaj, czekaj ty chyba nie wiesz o co chodzi? - dziwnie zapytał.
- Nie nie wiem o co ci chodzi! Czy z łaski swojej mógłbyś mi wytłumaczyć? -mówiłaś wkurzona.
-Zerwałem z tobą przyjaźń bo Cię kocham. Myślałem że wiesz o co chodzi..
- Czyli...
- Że jesteśmy razem.
Po tych słowach objął Cię w pasie i pocałował. Zadowoleni trzymając się za ręce wyszliście z budynku i udaliście się na romantyczną kolację.

23 września 2013

Lanielle.

haha. dzisiaj mam dużo czasu ,więc będę was tutaj zamęczać xD nie będę potem miała czasu,żeby cokolwiek dodać,więc może to i dobrze,że teraz tak dużo dodałam :)
 będziecie mieć co czytać :)

IMAGIN Z LANIELLE.

piosenka : http://www.youtube.com/watch?v=kFfKb_WEkCE  jest meega *-*
           

Liam jest Twoim najlepszym przyjacielem. Znacie się już kilka dobrych lat. Zawsze możecie na siebie liczyć. Pewnego dnia,kiedy akurat parzysz sobie filiżankę herbaty,żeby później usiąść w swoim ulubionym fotelu i przeczytać jakąś ciekawą książkę,ktoś otwiera drzwi i szybko wchodzi do twojego mieszkania. Chłopak znajduje się w kuchni i od razu się do Ciebie przytula. Wiesz,że to Liam,bo tylko on ma klucze do niego klucze. Jego łzy moczą Ci Twój ulubiony sweter,jesteś przerażona. nie wiesz co się dzieje. co się stało? czemu on płacze?? Nie jesteś w stanie nic powiedzieć. Tylko głaszczesz go lekko po plecach. Biedny,taki załamany.. Dopiero po chwili mówisz:
-Siadaj i opowiadaj co się stało. -wskakujesz na kanapę. Zajmujecie miejsca...w sumie to tylko Ty siadasz,bo Liaś położył się obok Ciebie opierając głowę o Twoje ramię.
-Co się stało,Słonko?-ponownie pytasz
-Zerwała ze mną.-mówi cicho,po czym z jego oczu napływają kolejne łzy rozpaczy.
-Jak to? Kto?-nie do końca go rozumiesz
-No Danielle.-powiedział w końcu,lecz widziałaś,że wymówienie jej imienia sprawia mu dużą trudność.
Danielle? jak to możliwe?? Od dwóch lat z Liamem tworzyli wspaniałą parę. Kibicowałaś lanielle z całego serca. Oni przecież się kochali. wspierali. byli dla siebie wszystkim. świetnie się rozumieli..Oni nie mogli ze sobą zerwać. chyba,że ona go zdradziła. wtedy nie wybaczyłabyś jej tego. ale Dan taka nie jest..Nie sądzisz,że mogłaby to zrobić Liamowi,więc wypytujesz go dalej:
-ale co się dokładnie stało?
-no,no..no po prostu. no.........-biedaczek. wtula się w Ciebie,jest Ci go bardzo żal.
Ocierasz mu delikatnie spływające po policzkach łzy i posyłasz uśmiech.
-no,ale czy ona Ci coś zrobiła? no..wiesz. zdradziła?
-nie,po prostu powiedziała,że nie mamy dla siebie wystarczająco dużo czasu... i to przez moją karierę. chciałem z nią porozmawiać,ale ona odeszła. ja nie wiem ,co mam bez niej robić.. ja ją kocham. całym sercem.
Było w tym trochę racji. Mało czasu spędzali razem. Nie widzieli się kilka miesięcy,ale prawdziwa miłość przetrwa wszystko.
-Cii..spokojnie. Jakoś się to wyjaśni. Cii..już nie płacz.-uspokajasz go. jeszcze chwilę przytulasz Liama po czym on zasypia na Twoich kolanach. zostawiasz go na kanapie,przykrywasz miękkim ,ciepłym kocem i dajesz buziaka- a to tak na dobranoc. śpij dobrze.

                                             DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ

Liam i Danielle nadal się nie zeszli. I co gorsza,wcale nie wygląda na to,żeby cokolwiek się zmieniło. Przed fanami Liam oczywiście uśmiecha się i udaje ,że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdy jest sam w domu,płacze,nigdzie nie wychodzi. Zarówno Ty jak i Harry,Zayn,Lou i Niall nie macie pojęcia co robić. jak mu pomóc..
Pewnego dnia już tracisz wszelką cierpliwość. Idziesz go odwiedzić. Otwierasz drzwi i zastajesz.....istną dżunglę-bo inaczej nie możesz tego nazwać. Ubrania walają się po całym mieszkaniu,kuchenka nie była myta chyba ze 100 lat, a pod Twoim butem leży stara zapiekanka.
-Liam!! chodź tu. natychmiast!-krzyknęłaś.
-Coooo? no idę ,idę już.-po chwili zjawia się
Widok jego mieszkania przeraził cię,ale widok jego właściciela spowodował,że spadł na 2. miejsce.
-Liam! coś ty ze sobą zrobił do cholery jasnej?! Wyglądasz jak 100 nieszczęść.
Blady,ubrany w same bokserki (to Ci akurat nie przeszkadzało,bo ciało ma wprost idealne) ,włosy pomimo,że krótkie-rozczochrane. do tego smutne oczy i totalny brak chęci do życia.
-daj mi spokój [T.I.] -mówi cicho,chcąc już odejść.
-nie! nie dam Ci spokoju.spójrz na siebie,jak Ty wyglądasz? -zdejmujesz ze ściany lustro i stawiasz przed nim. -Kiedy Ty tutaj ostatnio sprzątałeś?!
On tylko przewraca oczyma.
-A po co sprzątać? Po co robić cokolwiek? To nie ma sensu. Nic nie ma sensu. bez Dan. -otarł  pojedynczą łzę,właśnie spływającą mu po policzku.
-Kochasz ją?-pytasz rzeczowo.
-Jasne,że tak. Bardzo ją kocham.-odpowiada,chociaż ledwo co go usłyszałaś.
-TO CO TY JESZCZE TUTAJ ROBISZ?!? -zaczynasz krzyczeć.
-Znasz takie powiedzenie? kochasz-pozwól odejść? -Liam spogląda Ci w oczy.
-Taa..gówno powiedziane. Jeśli ją kochasz to walcz o swoją miłość. wiesz co Ty teraz zrobisz?
Kupisz najpiękniejsze róże w mieście,pojedziesz do Danielle ,porozmawiacie i dogadacie się. Zrozumiano?-robisz mu 'mały' wykład.
-Tak myślisz?-pyta trochę rozweselony.
-Dokładnie tak.-przytakujesz.
-To nie czekam,idę zawalczyć o miłość.-rusza w stronę wyjścia.
-Ej,Romeo,a może byś tak skoczył się ubrać? -wołasz za nim.
-aa. no tak. -wraca do łazienki.

                                                    WIECZÓR.

Siedzisz sobie na kanapie w domu i bijesz się z myślami. Zadzwonić czy nie zadzwonić. w końcu chwytasz komórkę i wybierasz numer Liama.
-Tak,słucham?
-To ja, [T.I.]. chciałam zapytać,jak tam z Dan? Udało Ci się?-pytasz.
-Jak najbardziej. Porozmawialiśmy i postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. to wspaniale,prawda? A tak w ogóle to dzięki. Jesteś najlepsza. Kocham Cię [T.I] -Mówi Li.
-też Cię Kocham.-mówisz z uśmiechem.-po przyjacielsku.
-Po przyjacielsku. Muszę kończyć,bo Dan się niecierpliwi.-słyszysz jak Liam krzyczy do Danielle : Twój Batman nadchodzi! -po czym rozłączasz się i z uśmiechem na twarzy zaczynasz czytać książkę.

No. trochę mi zajęło napisanie tego imagina,zwłaszcza ,że nie miałam go na kompie zapisanego,Ugh :/
Mam nadzieję ,że się spodoba ♥

Enjoy x
czytasz=komentujesz!

Harry ♥

Postanowiłam pogrzebać w jakichś starociach i oto jeden z wieelu wyników moich poszukiwań :D  :
Imagin -Harry z dedykacją dla Anity Zielińskiej <3



piosenki jakoś nie dobrałam,ale wybór zostawię już wam :)
podsyłajcie swoje propozycje,chętnie wysłucham. ^^

"O której będziesz? Mama.:)" - odczytałam treść sms-a na matmie. Coś się stało? Przecież ma mój plan - westchnęłam cicho odpisując pod ławką ,że wrócę tak, jak zwykle.Za trudno jej było sprawdzić? Rozpiska wisi na lodówce, łatwiej było napisać do mnie? -rozmyślałam. Mama nigdy nie pisała do mnie w czasie zajęć. Coś się musiało stać, z byle powodu nie przeszkodziłaby mi w nauce, znam ją, szkoła jest dla niej najważniejsza. Martwiłam się całą lekcję. I tak nie lubię matmy. W ogóle nie lubię tutejszych lekcji, tych ludzi, znajomych, kolegów. Odkąd jestem z Harrym nasze klasowe relacje się pogorszyły. To znaczy ja jestem tylko "kozłem ofiarnym" .Wszyscy mają mnie gdzieś, ich zazdrość nie raz prowadzi do głupich docinek, obgadywania, oskarżania. Ile razy słyszę,że chyba "Styles mnie zostawił, bo nie jest o nas głośno", lub, że zmyśliłam to wszystko. Nie mam siły im już tłumaczyć, że Hazza jest od trzech miesięcy w trasie, a ja nie chce rozgłosu. Mało osób wie, jak nazywa się polska dziewczyna Harrego i oboje chcemy, żeby tak zostało. Loczek nie przyjeżdża do Polski, od naszego, pierwszego  spotkania. Rzadko towarzyszę mu na różnych uroczystościach, albo nie może mnie wziąć,albo ja nie mogę pójść. Każdą wolną chwilę spędzamy na skypie, twitterze. Moja  ciocia mieszka w Anglii, w małej wiosce i tak naprawdę, kiedy u niej jestem mam szansę spotkać się z moim chłopakiem. Co nie zdarza się zbyt często, bądźmy szczerzy szkoły nie mogę zaniedbać. Jeszcze miesiąc i kończę gimnazjum,wytrzymam. Muszę.
Dziś mija rok. Nasza pierwsza rocznica. Kupiłam Hazzie krzyżyk , drugi do tego co ma.Choć dostanie go dopiero, kiedy wróci z trasy, czyli około października i tak się boję, że mu się nie spodoba.
    Znów stałam na korytarzu sama. Przeglądałam różne portale , zawsze chcę być na bieżąco z One Direction.
- A ty tu tak sama?-pytanie pełne ironii? Tak to może być tylko [ITW].Jak ja jej nienawidzę. Podniosłam wzrok by spojrzeć na tego potwora.
- A nie widać ? - spytałam. Na tej ohydnej twarzy pojawił się fałszywy uśmieszek.
- A gdzie Twój Harry Styles ? Ten z tego, no.... łan deryjekszyn.
- Darekszyn.- poprawiłam. Wiedziałam,że zrobi błąd, robiła to specjalnie. - Obecnie między Niemcami, a Włochami. Dzisiaj mają przerwę między koncertami.- niepotrzebnie tłumaczyłam. I tak moje słowa miała gdzieś.
- Tak mi przykro... kochaś Cię zostawił..- zrobiła smutną minę. Żałosne. Z każdą chwilą denerwowała mnie jeszcze bardziej.Dzięki Bogu zadzwonił dzwonek na angielski - ostatnia lekcja.

Nareszcie koniec - pomyślałam wychodząc z klasy. Teraz tylko jeszcze 15 kroków do schodów, pracownia językowa znajdowała się ostatnia na piętrze. Potem schody, pięć kroków do przedsionku i kolejne pięć do wyjścia.O co chodzi ? - pytałam siebie, kiedy ludzie zaczęli mi się przyglądać. Zauważyłam też, że powstały lekkie zbiorowiska, zaczęli mnie obgadywać. Przed wejściem zebrał się tłum . Weszłam szybko po kurtkę do szatni i czym prędzej znalazłam się w przedsionku. Przez szklane okna i drzwi zauważyłam fragment czerwonego kabrioletu.Z uśmiechem na twarzy wyszłam na schodu. Tak, jak myślałam. To był wóz Harrego, a sam Styles stało o niego oparty. I ta jego specyficzna poza - nagi na krzyż, ręce skrzyżowane na piersiach.
 Ciemne okulary na nosie, ciemne rurki,białe conversy, jasna koszula, tak to mój Loczek, ale co on tu robi ?- myślałam patrząc na niego, przyjmując jego pozę. Słyszałam szepty za mną, jednak nie miały one dla mnie znaczenia. Niektóre fanki z mojej szkoły podbiegły do niego.Zgodził się tylko na autografy.Wpatrujący się w szkolny budynek, dopiero po pięciu minutach zauważył moją postać. Na jego "poker face" pojawił się uśmiech. Podszedł do mnie, dalej stałam przy wejściu.
- Cześć piękna ?- pocałował mnie w policzek. Poczułam na sobie zazdrosne spojrzenia koleżanek.
- Hej przystojniaku - zażartowałam, objął mnie.
- Podrzucić Cię do domu ? - nie zważał na głupie docinku ludzi z mojej klasy. Patrzył mi w oczy, jednak mnie zabolały ich słowa. 'Patrz jaka szopka", "ciekawe ile kasy za to wziął", " piękna, ona straszy".
Na sprzeciw im wszystkim zadarłam głowę do góry. Teraz był już przy mnie Hazza, cała reszta się nie liczyła.
- Przyjechałeś po mnie moim ulubionym twoim samochodem- spojrzałam na niego uśmiechając - jeszcze się pytasz ?
- W takim razie , zapraszam - odwzajemnił mi uśmiechem. Zabrał z mojego ramienia torbę i chwytając za rękę zaprowadził do auta. Otworzył drzwi, jak przystało na dżentelmena.
- Co ty tu robisz ? - spytałam kiedy wyjechaliśmy poza boisko szkolne.
- Miłe powitanie, nie ma co - wyszczerzył rządek swoich biały zębów.
- Przepraszam.. to nie miało tak zabrzmieć. Dlaczego jesteś w Polsce, a nie w trasie.
- Hm.. - spojrzał na mnie marszcząc brwi.- jaki mamy dzisiaj dzień ? Nie jest przypadkiem nasza rocznica?
- Nie?- udałam poważną.Zatrzymał się uderzając pięścią w kierownice.
- Cholera znowu coś pochrzaniłem! - nie mogłam wybuchnęłam śmiechem.
- Żartuję.- teraz to się go przeraziłam. Spojrzał na mnie zdenerwowany, nawet odrobinę wściekły.- No przepraszam - szepnęłam spuszczając wzrok.- Zaśmiał się.
- Co ty myślisz , że pomyliłbym się z tak ważną datą ? - uniósł mój podbródek do góry. - Nie ma bata. Pierwsza nasza rocznica, pierwszego mojego tak długiego związku. Nigdy bym się nie pomylił, zapomniał.- uśmiechnęłam się i ruszyliśmy dalej.
- Byłaś kiedyś w Paryżu ?- spojrzałam na niego.
- Nie .
- No to jedziemy - uśmiechnął się tylko, nic nie wytłumaczył, choć prosiłam. W drodze na lotnisko zahaczyliśmy tylko o hotel, dość dobry, jak oceniłam wchodząc do niego. W zarezerwowanym pokoju Styles przebrał się w garnitur, a ja w nową , wybraną przez niego kreację. Miał gust, to trzeba mu przyznać. Świetnie dopasował do mnie sukienkę.Czarną, z dodatkami koronki obszytymi na placach, przy rękawach.Do tego czarne czółenka i mała kopertówka w tym kolorze.
Zeszliśmy na dół, czekała już taksówka. Nim się obejrzałam siedziałam już w prywatnym samolocie wzniesiona gdzieś w górze.
- Harry, ale to wszystko niepotrzebne.. wiesz,że nie jestem z tobą, dla tych rzeczy- wskazałam wnętrze samolotu, te skórzane fotele, kelnera z szampanem, zadbał o każdy szczegół. 
- Wiem [TI], wiem, ale to nasz dzień i musi być najpiękniejszy - przytulił mnie z całych sił. W jego objęciach byłam taka szczęśliwa.W jednej chwili zapomniałam o wszystkich smutkach, przykrościach, które nie raz dotykały mnie przez ten związek. Ludzie czasem naprawdę nie potrafili zrozumieć, że kochałam Harrego z Holmes Chapel, nie z One Direction. Jego kariera, pieniądze nie miały dla mnie znaczenia. Tą rocznicę równie dobrze moglibyśmy świętować u mnie w domu przy pizzy i seansie filmowym.- Kocham Cię wiesz ? - spojrzałam w jego błyszczące zielone oczy.
- A wiesz ,że ja też - wtuliłam się w jego objęcia jeszcze bardziej, obydwoje spojrzeliśmy za okno. Byliśmy tak wysoko w chmurach, trochę ten widok utożsamiał się z tym jak się czuję. Dzięki niemu żyłam w obłokach.
     Francja przywitała nas zachodem słońca. Piękny widok kiedy wychodzisz z samolotu. Na lotnisku czekała już limuzyna spojrzałam na mojego chłopaka znów przypominając mu, że kocham go pomimo wszystko, nic nie ma dla mnie znaczenia poza jego miłością i nie musiał sobie robić kłopotu. Wzruszył tylko ramionami odpowiadając "oj tam, przesadzasz" .
 Kierowca zawiózł nas na Pont des Arts, dla Paryżan - "Most zakochanych". Stanęliśmy blisko siebie, patrzyłam na prąd Sekwany, Loczek wyciągnął małą kłódkę. Zapiął ją. A kluczyk pocałował. Pocałowała go też, wspólnie wrzuciliśmy go do wody. Objął mnie. Spłynęło mi kilka łez, otarłam je szybko, by nie zauważył.
Ruszyliśmy trochę pozwiedzać miasto. Przy zachodzącym słońcu było naprawdę piękne. Mijaliśmy różnych ludzi, ale nikt nie zwracał na nas uwagi. Jakimś cudem udało nam się dobrnąć do Wieży Eiffla bez spotkań z fankami. Choć była już zamknięta, wjechaliśmy na górę. Przypuszczałam, że za tą specjalną wejściówką stoi Hazza i miałam rację. Na samej górze czekał na nas stolik z kolacją. Teraz już nie potrafiłam ukryć wzruszenia. Popłakałam się.
- [TI] co jest ? - spytał smutny ocierając krople z moich policzków.- Nie podoba się?
- Nie.. jest idealnie..- szepnęłam tuląc go.
- To o co chodzi ?
- To jest za piękne, nie zasługuje na to.
- Nawet tak nie myśl.- pocałował mnie czule.- Nie ma drugiej osoby, dla której tak bardzo bym się starał i którą bym tak bardzo kochał.- Resztę kolacji rozmawialiśmy, szeptaliśmy sobie czułe słówka. Starałam się nie płakać, choć były to łzy wzruszenia Loczkowi robiło się przykro, nie chciałam sprawiać mu przykrości.
   Przed północą zaprosił mnie na rejs po Sekwanie.Zawsze marzyłam o takim przeżyciu z ukochaną osobą. Wieża migotała jasnym światełkami. Noc była gwieździsta, księżyc oświetlał wszystko dookoła, a na pokładzie ja i Harry. Mój Harry. Obejmował mnie w pasie, co chwila całując w szyje. Nie mówiliśmy nic, pozwoliliśmy tej chwili trwać.To była magia. To co się działo, co nas otaczało. Bałam się ,że to wszystko sen, że za moment się obudzę i moja bajka ulotni się jak marzenie.
Przepływając pod jednym z mostów postanowiłam wręczyć Loczkowi prezent. Cieszył się jak dziecko. Najbardziej podobało mu się moje wygrawerowane  z tyłu inicjały.
- Też mam coś dla ciebie- szepnął gdy założył już prezent.
- Harry nie musiałeś , to wszystko to było piękne- musiał mnie pocałować, bym w końcu przestała marudzić. Takie uspokajanie to ja lubię.
- Cicho- uśmiechnął się otwierając małe pudełeczko. Błyszczał w nim mały złoty łańcuszek, z drobnym serduszkiem- Wiem,że gdybym kupił coś większego byś znowu mówiła ,że niepotrzebnie, więc kupiłem takie. Podoba się ?- Rzuciłam mu się na szyję, całując go. Jeszcze się pyta. Był przepiękny. Od razu poprosiłam by założył mi go.To wszystko było wspaniałe. Poczułam się jak Kopciuszek. To była nasza chwila i mimo tego ,że następnego dnia po nieprzespanej nocy, która była dal nas drogą powrotną ruszył na koncert. Było cudownie. Mając gdzieś opinie innych ruszyłam w poniedziałek do szkoły.Żyłam jego miłością, tą rocznicą, nic po za tym się nie liczyło. Warto żyć dla takich chwil, warto kochać i być kochanym. Nie ważne ile przyjdzie i jak długo mi czekać na Harrego, ile razu będę sama, gdy on będzie w trasie, na gali, na koncercie, ja chcę, chcę i poczekam za nim, dla nas, naszej miłości.Wiem, że to ten, nie chce już nikogo innego.Chcę tylko jego. 

dość długa przerwa .

Heej wszystkim ;*
dawno tutaj  nie zaglądalam,ale rok szkolny nie daje mi spokoju ;) mam straasznie dużo nauki,i prawie w ogóle wolnego czasu ;/ Tak w ogóle to ZAPRASZAM DO GŁOSOWANIA W ANKIECIE!  (prawa strona) to   ważne, chcemy wiedzieć,czy podoba się Wam nasza praca :)
nie przedłużając,
dzisiaj imagin z dedykacją dla Natalii Tomiak <3

Louis

Polecam piosenkę Lullaby


- Lalalalalala, śpij już księżniczko – śpiewałem siedząc przy kołysce
Była jedenasta w nocy, ale Mała nadal nie chciała zasnąć. Leżała w swoim małym, bujanym łóżeczku przykryta kocykiem. Wpatrywała się we mnie tymi swoimi niebieskimi oczami i uśmiechała się słodko. W rączce ściskała mój palec. Była taka śliczna. Śniada cera i kilka loczków na małej główce. „Cała mamusia” – pomyślałem. Gdy wreszcie jej powieki się zamknęły cmoknąłem ją w czoło i wyszeptałem:
- Dobranoc Angel.
Zmęczony poszedłem do łóżka. Nawet nie chciało mi się umyć. Niewiadomo kiedy usnąłem. Śniła mi się [T.I]. Byliśmy razem z Angel na spacerze w parku. To był zdecydowanie piękny sen. Niestety wybudził mnie z niego głośny płacz mojej córki.
- Co się stało?! – spytałem nieco podirytowany faktem, że muszę wstać.
Podszedłem do łóżeczka, wyciągnąłem z niego kruche ciało tej małej istotki i zacząłem kołysać nerwowo. W ogóle nie chciała się uspokoić.
- Boże, niech ona się wreszcie zamknie! – krzyknąłem unosząc oczy ku niebu.
Zaczęła płakać jeszcze bardziej. Dosyć tego. Chciałem mieć święty spokój choć na chwilę. Położyłem Angel krzyczącą do łóżeczka i zdenerwowany poszedłem do łazienki po drodze tłukąc kilka wazonów. Zdesperowany osunąłem na podłogę, a z moich ust wydobył się głuchy krzyk. Zacząłem się zachowywać niewiele lepiej niż moja córka. Wierzgałem nogami, krzyczałem, przewracałem wszystko co było z łazience. W końcu stanąłem przed lustrem i spojrzałem w swoje odbicie. Wyglądałem gorzej niż źle. Kilkudniowy zarost, włosy w nieładzie, podkrążone oczy świadczące o tym, że mało spałem i zmęczone tęczówki pełne łez. Nie chciałem na to patrzeć. Już chciałem uderzyć pięścią w lustro i patrzeć jak tysiące kawałeczków szkła rozsypuje się dookoła mnie, ale usłyszałem jak ktoś dzwoni do drzwi. Warknąłem głośno i poszedłem otworzyć. Tak jak sądziłem w moich drzwiach stali Harry i Liam.
- Czemu Angel ciągle płacze? – spytał spanikowany Liam, który od razu ruszył do pokoju dziewczynki.
- Nie wiem, spytaj się jej – powiedziałem sarkastycznie.
Harry też wszedł do mieszkania. To co tam zobaczył bardzo go zaskoczyło. Wszędzie był bałagan, walały się ubrania, porozrzucane naczynia, butelki po piwie i wiele innych.
- Stary, to wygląda gorzej niż ty – wytrzeszczył oczy.
Przeczesałem włosy ręką.
- Ciekawy jestem jak wyglądałby twój dom gdybyś miał na głowie siebie i dwumiesięczne dziecko?! – uniosłem się na przyjaciela.
- Spokojnie Louis – brunet chwycił mnie za ramiona. – Musisz odpocząć. Przejdź się gdzieś, prześpij, a ja i Liam wszystkim się zajmiemy.
Nie chciałem się zgodzić, ale w końcu jakoś udało im się mnie przekonać. Ubrałem się w coś stosownego, ogarnąłem twarz i zabierając ze sobą kurtkę wyszedłem z domu. Chyba było wiadomo gdzie się udam. Mijając tłum fotoreporterów przed moim domem udałem się do niej, [T.I]. Cmentarz położony na śródmieściu nie był wielki. Szedłem brukowaną alejką mijając różne nagrobki. Aż w końcu zatrzymałem się przy płycie wykonanej z jasnego marmuru. Były na niej złote napisy, a obok wyrzeźbiony aniołek. Westchnąłem cicho kucając nad grobem.
- [T.I] czemu mnie zostawiłaś? Nawet nie wiesz jak bardzo cię potrzebuję. My cię potrzebujemy! – przemówiłem.
Nie potrafiłem zrozumieć niesprawiedliwej decyzji Boga. Ja i [T.I] byliśmy szczęśliwi, kochaliśmy się i planowaliśmy wspólną przyszłość. Oczywiście ciąża [T.I] była dużym zaskoczeniem, ale oboje wiedzieliśmy, że damy radę. Pomimo, że mieliśmy zostać rodzicami cieszyliśmy się i  z niecierpliwością oczekiwaliśmy dnia narodzin naszej córeczki. Wszystko miało być dobrze, ale [T.I] umarła przy porodzie. Zostawiła mnie i Angel zupełnie samych.
- To było nie fair! – krzyknąłem żałośnie zanosząc się płaczem.
Wręcz upadłem na podłogę. Gorzkie łzy popłynęły po moich policzkach. Czemu ona odeszła? Kochałem ją, nigdy bym jej nie skrzywdził. Potrzebowałem jej jak nikogo innego. Sam nie radziłem sobie z niczym – z wychowaniem dziecka, z dbaniem o dom, a do tego z własną karierą. To mnie przerastało i choć przyjaciele dużo mi pomagali wsparcie mojej ukochanej i tak było mi potrzebne. Ale ona musiała umrzeć. Czemu?! Czemu moja [T.I.]? Miała przed sobą całe życie.
Szlochając głośno siedziałem przy jej grobie przez kilka godzin. Minęło dwa miesiące, a w uszach nadal brzmiał mi jej melodyjny głos, przed oczami nadal widziałem jej uśmiechniętą twarz, nadal czułem jej zapach. Jak mantrę zacząłem powtarzać słowa, które powiedziała mi jako ostatnie:
„Pamiętaj Louis. Nie jesteś sam. Musisz być silny, dla siebie, dla Angel, dla mnie – dla nas. Ja zawsze będę przy tobie gdziekolwiek będziesz.”
-  Muszę być silny -  wyszeptałem do siebie.
Kiedy opuściłem cmentarz był już późny wieczór. Idąc pośród nocy ciemnymi uliczkami Londynu przemyślałem wiele spraw, nabrałem nowych sił i chęci do życia. No, bo przecież miałem dla kogo żyć. W domu czekała na mnie miła niespodzianka. Gdy wszedłem do mieszkania zobaczyłem w salonie wszystkich moich przyjaciół. Zayn, Niall, Harry, Liam, Danielle. Perrie i Nick siedzieli i rozmawiali w najlepsze. Gdy tylko usłyszeli, że wchodzę przywitali mnie z uśmiechem.
- Hej – powiedziałem szczęśliwy.
- Mamy pizzę! – krzyknął uradowany Niall.
- Super – odparłem.
Z uśmiechem na twarzy przytuliłem się do każdego z nich. Na koniec podszedłem do mojej Angel leżącej na kanapie. Cmoknąłem ją w policzek.
- Jak się ma moja księżniczka? – spytałem uśmiechając się szczerze.
Mała też była zadowolona. Nie płakała. Wreszcie. Wziąłem ją na ręce i przytuliłem mocno. Chciałem być jak najlepszym ojcem. [T.I] jeszcze będzie ze mnie dumna!


czytasz = komentujesz! 

15 września 2013

Niall #5 THE END.

                                                         *Oczami Niall'a*
...Jechałem przez szare i zakurzone ulice. Wydawało mi się, że każdy który na mnie spojrzał, patrzył na mnie z pogardą i pożałowaniem. Tak jakbym był kompletnym nieudacznikiem. Nic nie rozumiałem, w końcu postanowiłem się dowiedzieć o co im chodzi i zatrzymałem pewną dziewczynę na ulicy. Kompletnie całkowicie przypominała mi moją ukochaną Alex. Tak tą piękną brunetkę której właśnie poszukuję bo nie mogę bez niej żyć. Ale czułem, że to nie ona więc tylko spytałem o to co mnie od dłuższego czasu niepokoiło.
- Hej, możesz mi wytłumaczyć dlaczego wszyscy tak dziwnie na mnie patrzą, czy może mi się wydaję?
Przerażona popatrzyła na mnie ze spanikowaniem w oczach. Natychmiastowo krzyknęła tylko 'Odwal się' i uciekła ile miała sił w nogach.
Nic z tego nie rozumiałem jakaś przypadkowa laska, której nawet nie znam i przypuszczam, że ona mnie też bała się mnie jak jakiegoś ducha. Po tym incydencie sam nie wiedziałem co ze sobą zrobić bo zaraz po jej ucieczce wszyscy ludzie jeszcze bardziej potępiająco na mnie patrzyli i na dodatek zamiast normalnie chodnikiem zaczęli mnie wymijać aż tak, że chodzili jezdnią.
Po chwili przypomniałem sobie, że nic nie zdziałam tutaj a więc postanowiłem zadzwonić do Zayn'a jak idzie śledztwo. Po pięciu próbach dodzwonienia się na nic były moje wysiłki, stale jakiś damski głos powtarzał 'Nie ma takiego numeru'. Do jakiej jasnej cholery nie ma!? Jeszcze dwie godziny temu gadałem z nim przez telefon. Więc pomyślałem, że jeżeli tak nic nie wskóram muszę wrócić z powrotem pod dom Alex i osobiście się dowiedzieć co i jak.

                                                *15 minut później*
Dotarłem na miejsce ale to było na nic nie było tam żadnego żywego ducha. A dom wyglądał jak po wojnie. Nie mogłem w głowie pomieścić tego, że w ciągu 2h dom został stratowany. W bezradności zadzwoniłem na policję aby się wszystkiego dowiedzieć, powiedzieli mi, że ta sprawa została zakończona już 5 lat temu. Ze zmieszaniem podziękowałem za udzielenie wiadomości i się odłączyłem. Po 10 minutach pojechałem do domu Louis'a gdzie dowiedziałem się, że zespół już dawno nie istnieje a Louis przeprowadził się wraz z żoną i resztą chłopaków do Nowego Yorku. Nic z tego nie rozumiałem, pojechałem na 2 godziny na miasto i w tej chwili rozpadł się zespół! Nasz zespół! Mój zespół.
Pojechałem do mojego domu. Otworzyła mi moja mama Venus.
- Mamo co się dzieje!? - odparłem.
- Synu co Ty tu robisz?! Już Cię wypuścili..a zresztą nie mam ochoty z Tobą rozmawiać. Nigdy nie przypuszczałam, że możesz być aż tak mściwy.
-O czym Ty mówisz?! - rzyciłeś się.
- Siedziałeś 3 lata w więzieniu w izolatce za zabicie Alex! Nikt Ci tego nigdy nie wybaczy. Już do końca życia będziesz psychiczny. 
- Ale ja ją kochałem, mamo! - rozpaczliwie krzyczałeś.
- To nie była miłość! To było urojenie przez 2 lata badali Cię najlepsi lekarze i mówili, że jesteś jedną wielką pomyłką! Żegnaj.
Zamknęła drzwi. 
             
                  *Oczami znajomego Niall'a*
Nie potrafił z tym żyć. Więc w końcu pewnego dnia rzucił się w przepaść w Loch Ness. Do dziś nikt nie odnalazł jego ciała, za to byli świadkowie jego śmierci. Do dziś mówią, że o 04:00 nad ranem ukazuje się tam postać która przeraźliwie płaczę i woła imię Alex. Wtedy przychodzi druga postać najprawdopodobniej jest to kobieta i razem skaczą w przepaść. Teraz dopiero każdy odkrył, że on naprawdę ją kochał i, że to nie on ją zamordował.




No to mniej więcej tyle właśnie napisałam w moim pamiętniku. Może kiedyś zrobię z tego książkę? Hmm..no nie wiem, teraz mama woła mnie na obiad. Pa, drogi pamiętniku.

_____________________________________
KONIEC! Mam nadzieję, że się spodoba ♥ 
Czytasz = Komentujesz :D




 

12 września 2013

Nialler *-*




Polecam  Stay


  Czy to możliwie, żeby pokochać kogoś tak mocno w ciągu tygodnia? W ciągu siedmiu krótkich dni? Jeszcze niedawno odpowiedziałbym, że nie. Jednak teraz z ręką na sercu mogę powiedzieć, że tak. Sam doświadczyłem takiej miłości i jestem pod wrażeniem tego jak głębokie uczucie mną zawładnęło.

   To był upalny poranek. Słońce ogrzewało wszystko dookoła, a lekki wietrzyk muskał moją skórę. Byłem właśnie w drodze do piekarni po pieczywo na śniadanie. Już miałem wchodzić do środka kiedy zobaczyłem przed wejściem młodą dziewczynę z gitarą. Była piękna. Jej długie, brązowe włosy opadały falami na opalone ramiona, a smukłe palce z łatwością przesuwały się po strunach instrumentu. Siedziała skulona ubrana jedynie w cienką, zwiewną sukienkę w kwiaty. Z radością wymalowaną na twarzy śpiewała utwór James Blunta „You’re beautiful”. Uśmiechnąłem się mimowolnie i podszedłem do niej. Miała śliczny, delikatny i anielski głos.

- Hej – przywitałem się kucając nad nią.
Na chwilę przestała śpiewać. Odłożyła gitarę na bok i spojrzała na mnie.
- Cześć – posłała mi figlarny uśmiech. – Jestem [T.I], a ty?
Zdziwiłem się tym, że nie znała mojego imienia. Wcale nie dlatego, że uważałem się za supergwiazdę czy coś. Po prostu wiedziałem, że nasz zespół jest popularny i przyzwyczaiłem się do bycia rozpoznawalnym.
- Jestem Niall. Miło mi cię poznać – odparłem ściskając jej małą rączkę.
Przez ułamki sekund jej duże, niebieskie oczy wpatrywały się w moje. Po chwili jednak speszona odwróciła wzrok, a ja zauważyłem jak rumieniec oblewa jej twarz.
- Pięknie śpiewasz i grasz – wydukałem wpatrzony w nią.
- Dziękuję – zachichotała.
Oblizała swoje wargi i z powrotem chwyciła gitarę. Zaczęła grać, a ja bez słowa odszedłem i wszedłem do piekarni, bo bułki. Wychodząc spojrzałem się na mnie, a ona zaśmiała się słodko. Była taka intrygująca.

   Kolejnego dnia znowu wybrałem się na zakupy. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłem [T.I] dokładnie w tym samym miejscu co zwykle. Miała na sobie tę samą sukienkę, grała i śpiewała z taką samą radością.
- Cześć – powiedziałem podchodząc do niej.
- Cześć – pomachała mi odkładając instrument.
- Znowu tu jesteś? – spytałem nie kryjąc swojego zdziwienia.
- Tak. Kocham to miejsce. Lubię patrzeć na ludzi…. I na ciebie – oznajmiła mi.
- Na mnie?
Pokiwała głową unosząc kąciki swoich ust. Była piękna. Inna niż wszystkie dziewczyny, które miałem okazję widywać do tej pory.
- Wiesz co? Tutaj za rogiem jest taka świetna kawiarnia. Może dasz się zaprosić na kawę? – wypaliłem machając rękami w różne strony.
Nie odpowiedziała. Widziałem jak zamyśla się, jednak po chwili odparła:
- Z chęcią.
Podałem jej rękę i pomogłem wstać, Dopiero wtedy zauważyłem jej bose stopy. Chyba nie miała zbyt wielu pieniędzy. Zrobiło mi się jej strasznie szkoda. Wziąłem od niej gitarę i poprowadziłem do kawiarni. Usiedliśmy przy jednym ze stolików na tarasie. [T.I] rozglądała się dookoła. Musiała być zachwycona.
- Pięknie tu – przyznała.
- Bardzo – dodałem.
Kelnerka podała nam karty. Zaczęliśmy je przeglądać. [T.I] chyba nie wiedziała co zamówić.
- Lubisz lody? – zapytałem spoglądając na nią spod karty.
Pokiwała ochoczo głową. Gdy kelnerka po raz kolejny do nas podeszła zamówiłem dwa desery lodowe. Gdy zamówienie przyszło zaczęliśmy się zajadać.
- Niall, te lody są przepyszne – mówiła nabierając kolejną porcję.
Zaśmiałem się.
- Ma się ten gust – zażartowałem.
Spojrzałem na brunetkę. W kącikach jej ust było trochę sosu czekoladowego.
- Ehhmm… [T.I] ubrudziłaś się – powiedziałem.
Rumieniec po raz kolejny oblał jej policzki. Próbowała się wyczyścić, ale wtedy ja wziąłem serwetkę, pochyliłem się nad nią i delikatnie starłem sos.
- No, już. Gotowe – odparłem.
Dziewczyna zachichotała próbując ukryć swoje czerwone policzki. Jak dla mnie to było urocze.
- Dzięki – odparła.
Nawet nie wiem jak długo siedzieliśmy w kawiarni. Byliśmy tak bardzo pochłonięci sobą. Rozmawialiśmy o zupełnie nieistotnych rzeczach: muzyce, zainteresowaniach i jedzeniu. W dodatku śmialiśmy się bez przerwy. Później chciałem zaprowadzić ją do domu, ale odmówiła… Cały czas myślałem o [T.I]. Była taka niewinna, śliczna, a do tego miała świetnie poczucie humoru.

   Trzeciego dnia też poszedłem do piekarni i już wcale nie dlatego, że potrzebowałem pieczywa. Po prostu liczyłem na to, że znowu spotkam [T.I]. Tak też było. Siedziała w tym samym miejscu, ubrana w to samo i śpiewała jakąś nieznaną mi piosenkę przygrywając przy tym na gitarze. Gdy tylko mnie zauważyła od razu pomachała. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niej. Ku mojemu zdziwieniu wstała i przywitała mnie cmoknięciem w policzek.
- Cześć – zagruchała.
Oblizałem wargi nieco zdezorientowany.
- Hej – wydukałem.
[T.I] uniosła szeroko kąciki swoich ust po czym spytała:
- Dziś też przyszedłeś po bułki?
- Nie. Dziś przyszedłem po ciebie. Porywam cię na spacer – powiedziałem biorąc jej gitarę w dłonie.
Zgodziła się. Poszliśmy do parku spacerując między drzewami. Znowu byliśmy pochłonięci rozmową.
- Czyli śpiewasz, grasz na gitarze i fortepianie…. A komponujesz? – próbowałem się dowiedzieć.
- Trochę – odparła cicho.
- Wow… jesteś mega utalentowana – popatrzyłem na nią. – Napisałaś już własną piosenkę?
Pokiwała głową.
- Musisz mi ją kiedyś zaśpiewać, ok? – poprosiłem.
- Dobrze.
- Obiecujesz?
- Słowo [T.I] – położyła swoją dłoń na sercu.
Zaśmiałem się widząc to.
- Jesteś urocza.
Nie odpowiedziała jedynie uśmiechnęła się słodko. Szliśmy w ciszy przez pewien czas. Trzymałem cały czas jej gitarę, a ona idąc w bosych stopach co chwila odgarniała włosy spadające jej na czoło. Wyglądała jak małe dziecko. Pokusiłem się żeby zerwać jedną z róż rosnących przy alejkach i podchodząc do [T.I] wręczyłem ją.
- Dziękuję – pisnęła.
Niemal rzuciła mi się na szyję. Odwzajemniłem jej uścisk, a gdy już się odkleiliśmy odważyłem się objąć ją ramieniem. Nie odepchnęła mnie. To chyba dobry znak. Odprowadziłem ją do piekarni, ponieważ nadal nie zdradziła mi gdzie mieszka. Pożegnaliśmy się krótkim pocałunkiem w policzek. Boże, chyba się zakochałem….

   Czwartego dnia była potworna pogoda. Od samego rana było pochmurno, jednak pomimo tego poszedłem spotkać się z [T.I] Stała pod daszkiem, bo deszcz właśnie zaczął padać. W lewej dłoni trzymała gitarę, a w prawej różę, którą wczoraj ode mnie dostała. Wyglądała nie najlepiej. Zbladła, a jej oczy były lekko podkrążone. Może po prostu miała gorszy dzień… Tego dnia usiedliśmy przy stolikach w piekarni i tam spędziliśmy niemalże cały dzień. [T.I] opowiedziała mi swoją historię. Jej rodzice i rodzeństwo zginęli w wypadku samochodowym gdy miała osiem lat. Przeżyła tylko ona i jej brat, ale i on umarł niedługo po tym, bo jak się okazało cierpiał na sepsę. Mieszkała w domu dziecka, ale gdy skończyła osiemnaście lat musiała się wyprowadzić, więc pozostał jej tylko ośrodek dla bezdomnych. To smutne. Zaproponowałem jej tymczasowy nocleg u mnie, ale się nie zgodziła.

    Piątego dnia zaplanowałem coś specjalnego. Miałem zamiar zabrać [T.I] na wycieczkę za miasto. Podjechałem pod piekarnię samochodem. Przywitaliśmy się ze sobą poprzez przyjacielski uścisk po czym zapytałem się dziewczyny czy podoba jej się mój pomysł. Była zachwycona. Zapakowałem jej gitarę do bagażnika, a [T.I] otworzyłem drzwi do miejsca obok kierowcy. Ten dzień był wspaniały. Zrobiliśmy sobie piknik na łące i wygłupialiśmy się. Wieczorem kiedy spacerowaliśmy po lesie zaczęło robić się chłodno, więc okryłem [T.I] swoją bluzą.
- Już cieplej? – spytałem obejmując ją ramieniem.
- Mhm.. – odparła otulając się za dużą na nią szarą bluzą.
Szliśmy w ciszy kiedy nagle brunetka osunęła się w moich ramionach. W porę ją złapałem.
- Co się stało? Źle się czujesz? – spytałem spanikowany.
- Nie.. nie po prostu zakręciło mi się w głowie – mruknęła cicho.
Patrząc jej w oczy cały czas mocno obejmowałem jej kruche ciało bojąc się, że może znowu poczuć się gorzej. Zupełnie pod wpływem chwili przybliżyłem się jeszcze na tyle, że nasze czoła się stykały. Chciałem coś powiedzieć, ale wtedy dziewczyna wpiła się w moje usta łącząc je w czułym pocałunku. Oddałem pieszczotę, a potem zacząłem składać drobne pocałunki na jej szyi.
- Niall… - szepnęła zadowolona.
To była zdecydowanie magiczna chwila.

   Kolejnego dnia rano zobaczyłem [T.I] siedzącą na schodkach piekarni. Nie miała ze sobą gitary. Wyglądała fatalnie. Była blada, jej oczy zakrwawione, a ciało niemalże zimne. Postanowiłem, że zabiorę ją do domu. Spytałem też czy chce abym zadzwonił po lekarza jednak odmówiła. Cały dzień spędziliśmy na mojej kanapie oglądając filmy. Jej głowa opierała się na mojej klatce piersiowej, a nasze ręce były ze sobą splecione. Czułem się tak niesamowicie wiedząc, że mam ją blisko siebie. Chciałem, aby mogła mi zaufać…. Chciałem powiedzieć jej co czuję. Ze względu na to, że [T.I] naprawdę źle się czuła wyjątkowo pozwoliła odprowadzić się do ośrodka. Stojąc przed drzwiami wejściowymi pocałowałem ją w usta i życzyłem dobrej nocy.

  Siódmego dnia [T.I] nie było przed piekarnią. Zmartwiło mnie to. Pomyślałem, że może jest chora i została w ośrodku. Dlatego też kupiłem bukiet kwiatów i pojechałem tam. W środku od razu podszedłem do jakiejś opiekunki i spytałem:
- Przepraszam, gdzie mogę znaleźć [T.I]. To taka młoda brunetka. Przebywa tu.
Kobieta popatrzyła na mnie odpowiedziała pytaniem na pytanie:
- A ty jesteś Niall, ten chłopiec, którego poznała?
- Tak.
- Bardzo mi przykro, Skarbie. [T.I] zmarła dziś w nocy – oznajmiła kobieta.
- Jak to? Ale… ale to przecież niemożliwe. Ona tylko źle się czuła – łzy wypełniły moje oczy.
- Nie powiedziała ci, że miała guz mózgu, prawda? – kobieta położyła rękę na moim ramieniu. – Cała [T.I]… Ona była śmiertelnie chora. Nie było dla niej ratunku. Szkoda. Super dziewczyna. Och, i prosiła żeby ci o przekazała jak przyjdziesz.


Po tych słowach wręczyła mi jej gitarę, różę, która ode mnie dostała oraz małą płytę DVD. Wziąłem to i wybiegłem czym prędzej. Ona umarła. Moja [T.I]. Akurat tego dnia miałem powiedzieć jej co do niej czuję, a ona umarła. Zanim doszedłem do domu byłem już cały zalany łzami. Od razu wbiegłem do salonu i włączyłem DVD.
„Niall. Oglądasz to, więc pewnie już nie żyję. Przykro mi, że dowiedziałeś się o mojej chorobie w taki sposób, ale nie chciałam Ci mówić. Pamiętasz jak obiecałam, że kiedyś zaśpiewam Ci moją piosenkę? Otóż, ja zawsze dotrzymuję słowa.”
Uśmiechnąłem się przez łzy widząc jej radosną twarz kiedy zaczynała śpiewać. Jej kruche rączki precyzyjne uderzały w struny wydobywając z gitary czyste dźwięki. Piosenka była śliczna. Boże, ona była taka utalentowana.
Wyłączyłem to. Nie mogłem tego więcej oglądać. Schowałem twarz w kolanach wybuchłem spazmatycznym płaczem. Straciłem ją na zawsze. Kochałem ją… nadal kocham. [T.I] czemu mi to zrobiłaś?

  Teraz, kiedy minął już miesiąc od śmierci [T.I] siedzę przy oknie grając na jej gitarze chociaż nikt nie robi tego tak pięknie jak ona. Moje oczy już nie płaczą, ale serce nadal łka z tęsknoty za jej szczerymi oczami, melodyjnym głosem, delikatnym dotykiem i uroczym chichotem. Zastanawiam się czy jakbym spotkał ją miesiąc wcześniej udałoby mi się zapobiec jej śmierci?





i jak się podoba? czytasz = komentujesz!
proszę  o głosowanie w naszej ankeicie! ( po prawej stronie u góry) dziękujemy za każdy oddany głos,to bardzo ważne ; )

05 września 2013

Hazza. ♥

Siemanko kicie :3
jak w szkole? xd
dodaję imagina z Harrym , z góry przepsraszam za niego,totalnie nie mam o czym pisać... ;///
soł:
Piosenka :  Little Bird


  Próbowałam nie wybuchnąć śmiechem kiedy poczułam jak ktoś małym piórkiem zaczyna łaskotać mnie po ramieniu. Cały czas miałam zamknięte oczy i próbowałam ponownie zasnąć.
- Harry…- mruknęłam w końcu niezadowolona.
W odpowiedzi usłyszałam jedynie chichot chłopaka. Odwróciłam się i ujrzałam jego roześmianą twarz.
- Spałam – oburzyłam się.
- Oj, nie udawaj. Dobrze wiem, że nie spałaś – odparł Harry.
Zaśmiałam się. W tym samym momencie usta Loczka musnęły delikatnie mój policzek. Potem zaczął składać pocałunki na mojej szczęce, aby w końcu dotrzeć do moich ust i wpić się w nie z impetem. Nachylił się nade mną aby pogłębić pocałunek. Gdy opadłam na poduszkę zarzuciłam swoje ręce na jego kark i przyciągnęłam do siebie.
- Kocham cię – szepnął.
- Co? – spytałam udając, że nie słyszałam tego co powiedział.
- Powiedziałem, że cię kocham – odparł ponownie.
- Słucham?
Zrobiłam zabawną minę co znowu spotkało się z rozbawieniem Harry’ego. Nagle zaczął łaskotać mnie po brzuchu, a ja piszczałam próbując jakoś wydostać się spod niego.
- Harry, proszę nie! – krzyknęłam śmiejąc się głośno.
- Przekonaj mnie – zażądał,
Uniosłam jedną brew po czym spojrzałam w zielone tęczówki chłopaka. Nie czekając długo złączyłam nasze usta w pocałunku.
- Mhmm… - stęknął chłopak. – Bardzo przekonujące.
Zachichotałam. Poleżeliśmy jeszcze trochę i zeszliśmy do kuchni, aby zjeść śniadanie. Podczas konsumowania płatków owsianych z mlekiem zaczęłam „wnikliwie” badać zachowanie mojego partnera. Harry od samego rana był taki strasznie… wesoły.
- Kocie – zaczęłam. – Co się stało, że dziś jesteś taki pobudzony?
- Jaki? Pobudzony? – spojrzał na mnie wymownie.
Pokiwałam głową. Wtedy brunet podniósł się z krzesła i podszedł do mnie, objął mnie w talii i opierając swoje czoło o moje powiedział:
- To się nazywa bycie zakochanym.
- Awww – rozpłynęłam się.
Cmoknął mnie w głowę po czym usadził sobie mnie na kolanach żebym mogła dokończyć śniadanie.
- A wiesz, że mam dziś cały dzień tylko i wyłącznie dla ciebie, Skarbie? – zwrócił się do mnie.
Odwróciłam się tak, aby patrzeć w oczy Harry’ego.
- Serio? Żadnych wywiadów, koncertów, przymiarek strojów, sesji ani prób? – zapytałam zdziwiona.
Hazza pokiwał głową sprawiając, że jego brązowe loki zabawnie się poruszały.
- Wow, co za miła odmiana – powiedziałam pół serio pół sarkastycznie wpychając w siebie kolejną łyżkę płatków.
   Było parę minut po dwunastej kiedy wyszliśmy z domu na spacer. Słońce świeciło dając przyjemne uczucie ciepła, kwiaty powoli zaczynały puszczać pąki, a niebo było niemalże bezchmurne co w Anglii było rzadkością. Wiosna. Szliśmy trzymając się za ręce ulicami Londynu. Parę razy zatrzymali nas fani, więc zrobiliśmy z nimi zdjęcia, kilkakrotnie błysły na nas flesze co oznaczało, że papparazi są w pobliżu jednak nawet to nie było mi stanie popsuć humoru. Harry co chwila szeptał mi do ucha słodkie słówka na co się rumieniłam, co ten znowu komplementował.
- Kocham jak się rumienisz – zachichotał.
- Nie pomagasz – mruknąłem próbując ukryć jakoś czerwone policzki.
W odpowiedzi dostałam soczystego buziaka prosto w dzióbek. Awwww, Haz…
Wybraliśmy się do Starbuck’s na kawę. Gdy wychodziliśmy przed lokalem stał tłum papparazich z aparatami w rękach. Zaczęli nam robić zdjęcia, przepychać się, a ja zaczęłam czuć się skrępowana. Byłam z Harrym nieco ponad pół roku i zdążyłam się do tego szumu przyzwyczaić, ale takie sytuacje zawsze kosztowały mnie sporo nerwów. Styles o tym wiedział i starał się pomagać jak tylko mógł. Byłam mu za to niezmiernie wdzięczna.
- Spokojnie [T.I], bez nerwów – szepnął mi do ucha po czym mocniej zacisnął moją dłoń w swojej.
Przybliżyłam się do niego na tyle ile mogłam by uniknąć zderzenia z kimś lub… czymś. Kiedy udało nam się wyjść ze Starbuck’s okazało się, że oni ciągle za nami biegną.
- Uśmiech do gazety – krzyknął jeden z nich.
Skrzywiłam się. Schowałam się za Harry’ego próbując uchronić się przed nieprzyjemnymi fleszami aparatu. W pewnym momencie chłopak zaczął biec.
- Ej, co jest? – spytałam ledwo go doganiając.
Splótł nasze palce i razem przedzieraliśmy się przed tłum ludzi od czasu do czasu na kogoś wpadając.
- Harry – zaśmiałam się rozbawiona tą sytuacją.

Już dawno uciekliśmy fotoreporterom, ale brunet nadal nie ustawał w biegu. To było po prostu zabawne jak ludzie zdziwieni lub oburzeni patrzyli się na nas. Co chwilę Harry odwracał się, posyłał mi szeroki uśmiech i biegł dalej. W końcu cali zdyszani zatrzymaliśmy się.
- Boże, Harry, ale się zmęczyłam – sapałam próbując złapać powietrze.
Loczek nie był w lepszym stanie. Dysząc ocierał pot z czoła. Po chwili zwrócił się do mnie.
- Wybacz mi tych papparazich. Nie tak miał wyglądać ten dzień.
Podeszłam do niego bliżej i chwyciłam jego podbródek prosząc tym samym żeby na mnie spojrzał.
- Ej, nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina, a tak w ogóle to nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego spaceru – odparłam.
Kąciki jego ust uniosły się ku górze gdy usłyszał moje słowa. Objął mnie w talii i przyciągnął do siebie. Przez chwilę staliśmy tak patrząc sobie w oczy. Czułam jak jego ciepły oddech owija moją szyję, a duże ręce ciasno oplatające mnie powodowały, że stado motylków napływało mi do brzucha. Jego idealne zielone oczy były pełne miłości i troski. Mój Harry. Chłopak pocałował mój nosek po czym przeniósł się na usta i złączył je z moimi. Z każdą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej łapczywy i namiętny. Nawet nie zauważyliśmy jak zaczęły na nas spadać kropelki deszczu. Staliśmy tam pośród uciekających przez deszczem ludzi i całowaliśmy się. Byliśmy tylko my. Ja i on. Po loczkach Harry’ego zaczęły spływać pojedyncze kropelki, które potem uderzały o mój nos. Zaśmialiśmy się cicho. Brunet przytulił mnie do siebie i całując w czoło szepnął:
Moja mała ptaszyno.



czytasz = komentujesz! xx
czytasz