Tak to jest oczywiste, że nie jest łatwo mieć w szkole, w klasie a w
ławce to już w ogóle gwiazdę show biznesu a już szczególnie specjalistę od muzyki.
Inni rzekliby, że to przez tłumy fanek i szumu, ale u Ciebie o to nie
chodziło. Do Twojej klasy uczęszczał nijaki Harry Styles, tak ten Harry z
One Direction. No ale dobrze, przejdźmy do sedna sprawy. Harry na pozór
był wspaniałym uczniem, synem i kolegą, hmmm..no w sumie nie można
powiedzieć, że do niedawna tak było. Był miły, pomocny ale odkąd zaczął
kolegować się ze swoim teraźniejszym przyjacielem od siedmiu boleści a
mianowicie Max'em, woda sodowa uderza mu do głowy. Nikt nie miał na
niego wpływu, bynajmniej inni nadal myśleli, że to ten sam chłopak ale
się grubo mylili w przeciwieństwie do Ciebie. Tylko Ty go naprawdę
dobrze znałaś, chodź szczerze powiedziawszy wolałabyś go nigdy nie
widzieć na oczy. Było to tak, że jeszcze parę miesięcy temu byliście
najlepszymi przyjaciółmi a 1D biło w Twoim sercu. Wiec aby wszystko
miało ręce i nogi było to tak, Harry od zapoznania z Max'em zaczął Ci
dokuczać chodź do tego czasu bronił Cię i uważał na Ciebie bardziej niż
na kogokolwiek innego. Ty nie dawałaś się ośmieszać i przez to nie raz
wyśmiewano się o dziwo z chłopaka. Było to bardzo przykre dla Ciebie
szczególnie, że jedna osoba potrafiła zniszczyć tą wielką przyjaźń,
której jak dotąd nikt nie dał rady zburzyć. Lecz wydarzenia ostatnich
dni zaczęły Cię jeszcze bardziej niepokoić niż to wszystko co do tej
pory się wydarzyło. Harry był w złym stanie, miał wiecznie podkrążone
oczy, pocięte ręce które wyglądały na samookaleczenie, włosy w
kompletnym nieładzie co dla Loczka było niestosowne. A o ciuchach
wolałaś nie wspominać. Tego dnia po szkole postanowiłaś go śledzić bo
jak nigdy, wybrał drogę w gęsty, ciemny las. Pobiegłaś za nim, zaczęłaś
przedzierać się przez gęste chaszcze i walczyłaś z pokrzywami. W chwili
ciszy usłyszałaś przeraźliwy krzyk, był to Harry. Pobiegłaś do przodu i
ujrzałaś Harr'ego ubolewającego nad nogą w pęcherzykach..popiekł się.- Harry, co Ty wyprawiasz? - spytałaś zmartwiona.
- Idę na spacer, przewietrzyć się. Zresztą nie interesuj się. - odpowiedział oburzony.
Po chwili zauważyłaś nóż w plecaku bruneta:
- Po co Ci ten nóż do jasnej cholery? Co Ty kombinujesz?! - zdesperowana odrzekłaś.- Po pierwsze, to scyzoryk, zawsze się może przydać. - powiedział obojętnie.
- Nie sądzę wiesz..
- Nie mam zamiaru z Tobą dyskutować. - odpowiedział.
- Czego jesteś taki uparty i tajemniczy. Nigdy taki nie byłeś Harry bo wiesz.. - z płaczem i załamaniem w głosie mówiłaś lecz chłopak Ci przerwał.
- Wiesz co wiem co chcesz powiedzieć, chodź coś Ci pokaże.
Ruszyliście. Po krótkim czasie byliście na miejscu. Pokazał Ci starą ruinę bez dachu, w kompletnej rozsypce.
- Po co mnie tu przyprowadziłeś?
- Wiesz dlaczego tak źle wyglądam? Ostatnio przesiaduję tu całe dnie nie śpię, nie jem bo piszę piosenki dla najważniejszej osoby którą j..- nie dałaś mu skończyć.
- No okej, ale dlaczego masz poharatane ręce? - mówiłaś z pretensją w głosie.
- Spadłem pewnego razu z góry, strop się zawalił..no ale pisze tu piosenki dla..
- No dla kogo? - przerwałaś mu.
- Właśnie do tego zmierzam tylko mi przerywasz. Dla Ciebie głuptasie.. - zaśmiał się.
- Napraw..
Nie dał Ci powiedzieć dalej, wasze usta weszły w namiętny i soczysty pocałunek, po tym incydencie poszliście na samą górę ruiny gdzie podziwialiście niebo i gwiazdy potem Harry zaśpiewał Ci piękną piosenkę. Po 22 wróciłaś do domu, wszystko się unormowało a Ty byłaś najszczęśliwszą osobą na kuli ziemskiej.
_____________________________________________
Przepraszam, że takie kiepski ale brak weny :( Ale mimo wszystko życzę miłego czytania i liczę na liczne komentarze.
Czytasz=Komentujesz :))





