31 sierpnia 2013

Zayn.

Włączcie koniecznie, obowiązkowo Turn Your Face

"Cause you turn your face
And now I can't feel you anymore
Turn your face
So now I can't see you anymore
Walk away until you’re not standing at my door
Turn your face, walk away and stay
Turn your face"


Miłość. Co to właściwie jest? Uczucie? Osoba? Nie. Według mnie miłość to cichy zabójca, który najpierw chwyta cię mocno i nie che puścić, potem zaczyna dusić w swoich sidłach aż w końcu zostawia cię na pastwę losu. Jesteś bez uczuć, sam, opustoszały – martwy. Jednak pomimo tego ciągle ślepo szukasz miłości. Dlaczego? Bo jej potrzebujesz. Jesteś człowiekiem – potrzebujesz miłości, bezpieczeństwa i akceptacji, dlatego też po każdym miłosnym niepowodzeniu podnosisz się i szukasz dalej łudząc się, że kiedyś znajdziesz tą prawdziwą miłość. Masz złamane serce, którego kawałeczki może poskładać tylko ONA.
- Zostaw! Nie dotykaj! Zo- staw mnie w spokoju!!! – krzyczała.
- Ale [T.I], proszę zostań. – kolejny raz chwyciłem jej rękę.
Wyrwała ją z impetem, wzięła swoją torebkę i podążyła w kierunku wyjścia. Jej twarz powoli się oddalała aż w końcu znikła mi z oczu. Przekląłem w duchu, że za nią nie pobiegłem. Ale co by to dało? Kolejna kłótnia? Bez sensu. Od miesięcy nie robiliśmy nic innego tylko się kłócimy. To z mojego powodu, to z jej. Ludzie ciągle się mnie pytali dlaczego ze sobą nie zerwiemy. Nie pasujemy do siebie. [T.I] jest młodsza, zupełnie inna ode mnie. Odpowiedź jest prosta. Kocham ją, ale nasza miłość była trudna. Musiała na każdym kroku pokonywać wiele przeszkód.
Pogrążony w smutku i złości usiadłem na podłodze i schowałem swoją głowę w kolanach. Łzy bezsilności lśniły na moich policzkach.
- [T.I] wróć. – szeptałem ja mantrę.
Minęło twa tygodnie. [T.I] nie wróciła. Słuch po niej zaginął. Nie odezwała się, nie pokazała. Nic. Zacząłem jej szukać. Dzwoniłem do jej rodziców, znajomych. Nikt jej nie widział. Nikt o niej nie słyszał. Zacząłem się martwić, aż w końcu zgłosiłem jej zaginięcie. Policja rozpoczęła poszukiwania w całej Wielkiej Brytanii, później Europie. Sprawdzano wszystkie miejsca. Mijały dni, tygodnie, miesiące, a [T.I] nie wróciła. Ja pogrążałem się w coraz to większej desperacji, coraz większym smutku i bezsilności. Schudłem, nie byłem już nawet w stanie koncertować. Cały dzień czekałem z komórką w dłoni. Liczyłem, że policja ją znajdzie. Nie zorientowałem się nawet jak od jej zaginięcia minął rok.
- Zayn, idziesz z nami na imprezę? – zagadnął Harry.
- Nie, nie mam ochoty. – odparłem.
Miałem już iść na górę do swojego pokoju kiedy poczułem czyiś silny uścisk na moim ramieniu. Odwróciłem się. Harry patrzył na mnie poważnie.
- Słuchaj, rozumiem, że to przeżywasz. [T.I] jest dla ciebie ważna, ale minął już rok. Pora się pozbierać i żyć dalej. – powiedział.
Nie odpowiedziałem. Patrzyłem na niego z niezrozumieniem.
- Kochałeś ją, ale ona nie wróci. – dodał.
- A co ty możesz o niej wiedzieć?! – zapytałem z wyrzutem, po czym pobiegłem na górę.
Tam zatrzasnąłem drzwi i usiadłem na parapecie. Potrzebowałem samotności. Spojrzałem za szybę. Krolple deszczu uderzały o nią dźwięcząc przy tym. Na ulicach ludzie chowali się przed burzą, która się zbliżała. Niebo było czarne i zachmurzone.
- Zupełnie jak ja. – pomyślałem.
Chuchnąłem na szkło i narysowałem palcem serduszko. Napisałem w nim imię swoje i [T.I]. Po chwili je starłem, a gorzkie łzy popłynęły z moich oczu.
- Czemu, czemu?- pytałem.
Choć minął już rok ja nadal nie mogłem się pozbierać. Każdego dnia wspominałem jej melodyjny głos, pełne usta, które całowały mnie na dobranoc, oczy pełne głębi i uczuć oraz śliczne włosy, którymi tak bardzo kochałem się bawić. Ten obraz nie wychodził z mojej głowy. Nawet gdy na chwilę zapomniałem o [T.I] wspomnienia znowu wracały, a ja płakałem całą noc. Tak trudno jest zapomnieć, o osobie którą się kocha chociaż wiadomo, że już nigdy się jej nie zobaczy.
[T.I], a dokładniej jej grób znaleziono kilka miesięcy później. Zginęła w wypadku samochodowym dziesięć miesięcy temu, ale nikt nie mógł ustalić jej danych. Dopiero po badaniach dna. O, no i [T.I] była ze mną w trzecim miesiącu ciąży. Straciłem ją jak i nasze nienarodzone dziecko. Tak cholernie żałuję, że wtedy za nią nie pobiegłem.  Tak cholernie żałuję, że nie mogę cofnąć czasu.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :)

small information.

czesc wszytskim ;)
na początek,chcę bardzo przeprosić osoby,które prosiły mnie o 2 SEZON IMAGINA. niestety-nie mam weny ,i nie mam o czym pisać. jak narazie.
 Druga sprawa : 
zbliża się rok szkolny ( Oh God why? ;/// ) i nie będę miała tyle czasu na bloga (i na stronkę),więc posty będę dodawać znacznie rzadziej niż do tej pory :)
Tym bardziej,że będę teraz w III kl. gimnazjum i wiecie..testy i te sprawy.
także .. nie zapomnijcie tu o mnie ,jakbym długo nic nie dodawała,i am nadzieję,że mnie zrozumiecie :)
Enjoy xx

28 sierpnia 2013

imagin part 5/5

Polecam piosenkę: We Own It


  Dlaczego ja? Siedziałam na krześle. Moje stopy były związane, ręce też. Z oczu spływały mi łzy podczas gdy Mulat obserwował mnie z szerokim uśmiechem na twarzy. Podszedł do mnie i pochylił się nad moją twarzą. Jego dłoń objęła mój policzek, a ja już dostawałam odruchów wymiotnych.
- Taka piękna. Aż szkoda, że zaraz będziesz musiała zginąć – szepnął.
Zacisnęłam oczy, a cichy jęk wydobył się z moich ust.
- A wiesz co w tym wszystkim jest najsmutniejsze? – zagadnął. – Możesz podziękować za to swojemu kochanemu chłoptasiowi, Harry’emu.
- Jesteś potworem! – wykrzyczałam.
On tylko zaśmiał się cierpko i wstał.
- Może i jestem, ale nie większym niż Styles. Ty chyba nie wiesz co on robił kiedy nie było go przy tobie. – usiadł na drugim krześle zaraz naprzeciwko mnie. – Myślę, że najwyższa pora się uświadomić, Księżniczko.
- Nic o nim nie wiesz – syknęłam patrząc mu w oczy.
- I tu się mylisz – wytknął mi. – Harry to gangster. Razem z Tomlinsonem byli członkami gangu. Ich zadaniem było dawanie nauczki. Raz na zawsze. Kiedy ktoś nie zapłacił za narkotyki, które mu dostarczono musiał ponieść konsekwencje. Przychodzili do niego Harry i Louis. Jedna wymierzona w głowę kula i gotowe. Potem trzeba było jeszcze tylko zakopać ciało i po robocie. I tak kilka razy w tygodniu.
- Kłamiesz!
- Harry to morderca – powiedział kompletnie ignorując moje słowa.
Po tym wstał i podszedł do komody. Chwycił w dłonie ramkę ze zdjęciem i ponownie podszedł do mnie.
- Widzisz go? – wskazał palcem na chłopca z brązowymi włosami stojącego zaraz obok małego mulatka. – To jest Liam. Mój brat przyrodni. Był dla mnie wszystkim. Kochałem go i chroniłem. Pilnowałem aby był z dala od wszystkich spraw związanych z moją, nie do końca legalną pracą. Wtedy przyszedł Harry i z zimną krwią go zabił. A wiesz dlaczego? Tylko, bo jak sam powiedział: gówniarz mu przeszkadza. Pozbawił mojego braciszka życia, i to na moich oczach.
Gdy to powiedział kilka łez potoczyło się po jego policzkach ale szybko je wytarł.
- Nie wierzę ci – stwierdziłam obojętnie. – On by tego nie zrobił.
- A jednak – syknął w moją stronę. – I teraz ja się zemszczę.
Wziął do rąk leżącą na drewnianym stole kamerę. Włączył ją i postawił przede mną.
- Kiedy Styles wróci z więzienia, co na pewno szybko nastąpi będzie mógł obejrzeć bardzo interesujący film, z tobą w roli głównej. – oblizał usta. – Zaczynamy zabawę.
   Wyciągnął z kieszeni swoich spodni czarny rewolwer po czym przejechał jego końcówką wzdłuż mojej twarzy powodując falę dreszczy. Bałam się, cholernie się bałam. Louisa nie było, Harry’ego tym bardziej. Jakaś część mnie nadal łudziła się, że to tylko zły sen. Tak bardzo chciałabym żeby to było prawdą. Nawet nie miałam już siły płakać. Po prostu siedziałam tam, a przerażenie wypełniało mnie całą.
- Harry, dlaczego jej nie ratujesz, hm? Przecież ją tak bardzo kochasz – zakpił robiąc minę szczeniaczka prosto do kamery.
Jakim cudem facet jeszcze nie wylądował w Zielonym Centrum?
- Przestań – syknęłam.
- Nie odzywaj się! – wymierzył mi siarczysty cios w policzek.
Jęknęłam czując jak zaczyna mnie piec. Spuściłam wzrok, cichy szloch zaczął wstrząsać moim ciałem.
- Już płaczesz? A ja się nawet nie rozkręciłem – burknął.
Nie odpowiedziałam. On był taki żałosny. 
Chłopak stał nade mną z pistoletem przyciśniętym do głowy, a mi pozostała nadzieja, że po śmierci jest coś jeszcze. Cicho modliłam się do Boga, ale sama nie byłam przekonana czy w tej sytuacji to coś pomoże. Było po prostu chujowo. Siedziałam na krześle, minuty mijały, Zayn się nie odzywał, ale czułam jak jego wzrok wywierca we mnie dziurę. W pewnym stopniu nawet byłam w stanie zrozumieć to, że chciał się zemścić na Harry’m. Jeśli to co opowiadał było prawdą to mój chłopak/były/sama nie wiem kto był prawdziwym potworem i zasłużył na to, żeby cierpieć. Ale czemu kurwa moim kosztem? 
   Ugryzłam się w język próbując jakkolwiek uśmierzyć ból. Bezskutecznie. Zayn patrzył się na mnie, ale ja unikałam jego wzroku. Kilka łez spłynęło po moim policzku. Chłopak znowu miał coś powiedzieć, ale wtedy ktoś z hukiem wyłamał drzwi. Oboje spojrzeliśmy zaskoczeni w tamtą stronę, ukazały się nam dwie postacie. Pierwszą z nich rozpoznałabym wszędzie, to Louis, ale drugiego mężczyzny nie znałam. Był młody, miał blond włosy, niebieskie oczy, a na szyi wisiał fartuch kucharski. Obaj w rękach dzierżyli duże pistolety.
- Radzę ci ją puścić, Malik. Albo ta kula przebije cie na wylot! – krzyknął Louis ładując broń.
Reakcja mulata była błyskawiczna. Ponownie przyłożył rewolwer do mojej skroni i trzymał za spust.
- Chyba, nie chcesz żebym pociągnął za spust. Prawda, Tomlinson? – odparł z obrzydzeniem wypowiadając nazwisko bruneta.
Wszyscy zamilkli. Oddychałam niespokojnie obserwując całą sytuacje. Wszyscy trzej wymieniali się spojrzeniami. Atmosfera zrobiła się tak gęsta, że nawet nóż nie byłby w stanie jej przekroić. Czułam to.
- Malik, dobijmy targu – zaczął nagle Louis. – Czego chcesz w zamiast za [T.I]?
No super. Teraz jestem przedmiotem do handlu. Jak nisko można upaść…
- Kpisz sobie? – nerwowy śmiech wydobył się z ust Zayna. – Chcę żeby Styles cierpiał. I nie znam lepszego sposobu niż oglądanie jak jego ukochana dziewczyna ginie w boleściach.
Przygryzłam wargę patrząc niepewnie na Louisa, który w tym czasie zabijał wzrokiem Malika. Mówię serio, z jego oczu cisnęły sztylety podczas gdy drugi, nieznany mi chłopak stał spokojnie i wręcz z rozbawieniem wszystkiemu się przyglądał.
- Jesteś taki głupi, Zaynee – zaśmiał się, a ja rozpoznałam irlandzki akcent kiedy wypowiadał kolejne słowa. – Zabijesz dziewczynę i sam zgniesz. Po co ci to? Tylko po to żeby pomścić śmierć brata? Bez sensu.
Złość kipiała z mulata, był cały czerwony. Jego klata piersiowa unosiła się i opadała w zastraszającym tempie.
- Giń – wysyczał kierując swój rewolwer na blondyna.
Wystrzelił, a ja zamknęłam oczy nie chcąc tego widzieć, jednak kiedy usłyszałam charakterystyczny śmiech nieznajomego ponownie je otworzyłam i zauważyłam, że ten uniknął strzału.
Zayn wkurzył się jeszcze bardziej, zaczął w niego strzelać, ale blondyn był na tyle zwinny i sprytny, że unikał kul w niego wycelowanych. W tym czasie Louis podbiegł do mnie próbując mnie rozwiązać. Przeciął sznur na moich nogach i już miał brać się za ręce kiedy opadł na mnie, a czerwona ciesz zaczęła wyciekać z jego pleców. Przerażona zorientowałam się co się stało. Skurwysyn Malik go postrzelił. Pisnęła ze strachu kiedy martwe ciało Louisa leżało na mnie. Nie oddychał.
- Boże, Lou – szepnęłam, a łzy zaczęły lać się z moich policzków. – Nie umieraj!
Wtedy Zayn znowu skierował pistolet w moją stronę. Podniosłam zrozpaczona wzrok i tym razem byłam już pewna. To jest mój koniec. Miło było, ale się skończyło. Pora umierać. 
- Ostatnie słowo, [T.I]? – spytał zadowolony z siebie.
- NIENAWIDZĘ CIĘ! – krzyknął ktoś i to wcale nie byłam ja.
W ciągu kilku sekund za Malikiem pojawiła się doskonale mi znana burza loków.
- Harry? – wytrzeszczyłam oczy.
Chłopak przyłożył karabin do piersi Mulata i patrząc mu prosto w oczy syknął:
- Jak śmiałeś, położyć swoje brudne łapy na [T.I]?! Jak?!
- Jak śmiałeś zabić Liama? – odparł.
Styles splunął.
- Zabiję cię – warknął potrząsając nim. – Ostatnie słowo? – powtórzył wcześniejsze słowa Zayna.
- Widzimy się w piekle, Styles – zasalutował po czym pocisk został wystrzelony w jego pierś.
Harry puścił jego bezwładne ciało, a jego zielone tęczówki od razu spotkały moje. Podbiegł do mnie zauważając  martwego Louisa. Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam. Obraz też nagle stał się taki zamazany. Ojej, chyba odlatuję…

*

- [T.I], [T.I]… - ktoś z bardzo irytującym głosem mnie wołał.
Niechętnie, ale otworzyłam oczy. Uderzyła mnie rażąca biel pomieszczenia, w którym się znajdowałam. Jęknęłam.
- Gdzie ja jestem? – spytałam krzywiąc się.
- Jesteś w szpitalu. Zemdlałaś – powiadomiła mnie kobieta w białym kitlu. – Ale już wszystko w porządku.
- A co z Harrym, Louisem? Oni żyją? – zaczęłam się dopytywać przypominając sobie strzelaninę w mieszkaniu Zayna.
- Kto? – zapytała chichocząc. – Chyba ci się coś śniło. Zemdlałaś, bo dostałaś na w – fie piłką w głowę. Przywiózł cię tu nauczyciel.
Że co?! Ja… Jezu…
O ja pierdolę! Czyli… To mi się wszystko śniło? Słodki Boże. Dobra, wiecie co? Nieważne…


nie wiem czy końcówka jest OK ,ale myślę,że się spodobało :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :)

26 sierpnia 2013

imagin part 4/5


Polecam piosenkę Never Close Our Eyes

   Siedziałam pod drzwiami, a strach i panika opanowały mnie całą. Dłonie mi się trzęsły, zimny pot spływał z czoła, a łzy same cisnęły się do oczu. Nie mogłam się w żaden sposób uspokoić.
- Myśl – nakazałam sobie sama.
I wtedy mnie olśniło. Drżącym rękami wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni komórkę i wybrałam numer Louisa.
- [T.I] Bogu dzięki dzwonisz! Powiedz mi gdzie ty jesteś, Harry chciał mi nogi z dupy powyrywać… - mówił z wyraźną ulgą w głosie.
- Louis… - zaczęłam niepewnie.
Mój głos się powoli załamywał.
- Musisz szybko wracać do domu. Nie jesteś bezpieczna. Zayn idiota Malik na pewno będzie chciał cię dopaść. Powiedz gdz… – nie dokończył, bo brutalnie mu przerwałam.
- Louis, ja jestem w domu Malika!!! – wykrzyczałam po chwili wybuchając głośnym płaczem.
To było zdecydowanie za wiele jak na moje słaby nerwy. Nie słyszałam od Tomlinsona żadnej odpowiedzi, tylko szum.
- [T.I] proszę powiedz, że żartujesz… - jęknął.
- Nie, żartuję Louis. On do mnie podszedł wczoraj wieczorem, byłam załamana on to wykorzystał, dziś rano obudziłam się w jego domu, był miły i zrobił mi śniadanie. Potem wyszedł, a ja przez przypadek zauważyłam zdjęcia moje i Harry’ego i przypomniałam sobie co mówiłeś o tym całym Maliku i… - szlochałam. – I chciałam uciec, ale on mnie zamknął. Lou, pomóż mi!
- Słodki Jezu! – krzyknął. – Poczekaj, będę tam zaraz. Spokojnie, [T.I]. Nie bój się. Wiem gdzie mieszka i zaraz po ciebie przyjadę, okej?
- Tak – otarłam łzy z policzka.
- Trzymaj się, mała – pożegnał się i rozłączył.
Odetchnęłam głęboko. Miałam tylko nadzieję, że Zayn nie przyjedzie teraz do mieszkania. Powoli wstałam z podłogi i wytarłam swoje łzy. Po telefonie do Louisa nieco się uspokoiłam i byłam wreszcie w stanie racjonalnie myśleć.
Usiadłam na kanapie i oparłam się o jedną z poduszek, podciągnęłam kolana pod brodę i starałam się myśleć o czymś miłym.

   Leżeliśmy na dywanie w jego salonie z lampką wina w ręce.
- Naprawdę jest ci tu wygodniej niż na kanapie? – spytał wyraźnie rozbawiony.
Pokiwałam jedynie głową. On przysunął się trochę bliżej i musnął delikatnie moje usta. 
- Mmm… smakujesz winem – odparłam chichocząc.
Przybliżył się do mnie jeszcze bliżej tak, że nasze twarze się stykały i popatrzył mi w oczy.
- Jesteś taka piękna – przyznał z niemałym zachwytem.
- Harry… - przewróciłam oczami, bo wiedziałam, że to nie było prawda.
W tej samej chwili jego idealne, pełne usta zaczęły całować moją szyję. Położył mnie na plecach i przekręcił się tak, że leżał nade mną. Swoje dłonie ułożył po obu stronach mojej głowy nie przestając muskać mojej szyi. Rozluźniłam się nieco i wpatrywałam w niego jak w obrazek. Był niesamowity. Brązowe loki opadały mu niesfornie na czoło, zielone oczy z pożądaniem pochłaniały każdy centymetr mojego ciała, a umięśnione ramiona pokryte były licznymi tatuażami. 
- Podziwiasz widoki? – zażartował patrząc na mnie przelotnie.
Zrobiłam młynka oczami, a na moje policzki wkradł się rumieniec. Loczek popatrzył na mnie i naparł swoimi miękkimi wargami na moje usta. Nie byłam dłużna i oddałam pocałunek. Owinęłam swoje ręce wokół jego karku w pełni poddając się pieszczocie. Nasze języki walczyły ze sobą w tańcu pełnym namiętności i pasji. Przerywaliśmy pocałunek tylko na krótkie oddechy. W międzyczasie ręka Harry zdążyła się przenieść na moje udo i masować je powoli. Zajęczałam cicho kiedy zbliżył się do... tego miejsca. Popatrzył na mnie zadowolony z tego jak na mnie działa, a ja znowu poczułam jak moja twarz robi się czerwona. 
- Kocham cię [T.I] – wypowiedział nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Zachłysnęłam się powietrzem, a moje serce zaczęło bić jak dzwon. W normalnych warunkach lekarz mógłby orzec palpitacje serca. Harry Edward Styles właśnie po raz pierwszy powiedział, że mnie kocha. Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu, który wkradł się na moją twarz po wypowiedzeniu tych słów.
Chłopak wciąż leżał nade mną patrząc się w moje oczy. Cisza trwała, a jego mięśnie się napięły. Dostrzegłam też dwa rumieńce na jego idealnych policzkach. Odetchnęłam głęboko.
- Ja ciebie też, Harry – wydukałam i poczułam jak łzy szczęścia wypełniają moje oczy.

   Uniosłam delikatnie kąciki swoich ustach kiedy wspominałam to wydarzenie. Poczułam wtedy tęsknotę za Harrym i zaczęłam się martwić. Przecież on był w więzieniu… Przygryzłam wargę próbując się nie rozpłakać. Obraz mojego chłopaka siedzącego w ciemnej celi z daleka ode mnie sprawiał, że łzy same zaczęły spływać po moich policzkach. Ale przecież on zabił człowieka, nie jest warty twojej miłości… - odezwał się nagle jakiś głos w mojej głowie. Westchnęłam. To była prawda. On okazał się mordercą. Był nieobliczalny, a co jeśli kiedyś się wkurzy i mnie też zabije?
Uderzyłam się mentalnie w głowę za to o czym pomyślałam. Szybko się ogarnęłam i przypomniało mi się, że mam jeden wielki problem. Jest przystojny, mega niebezpieczny i nazywa się Zayn Malik. Spojrzałam na wyświetlacz komórki. Minęło pół godziny, a Louisa nadal nie było. Co się stało z tą ciotą? Stukałam palcami o oparcie kanapy wyraźnie zaniepokojona. Już miałam ponownie wybierać numer przyjaciela kiedy usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi, a po chwili otworzyły się. Wstałam szybko z kanapy, by zobaczyć kto to. Zayn właśnie stanął w przejściu i uśmiechnął się szeroko na mój widok. Psychopata.
- Cześć, [T.I] – powiedział.
Nie odpowiedziałam. Mulat zauważył, że coś jest na rzeczy, bo byłam naprawdę wyk urwiście wystraszona. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, głos utknął gdzieś w połowie gardła, a reszta ciała niemiłosiernie się trzęsła. Co jak co, ale dobrą aktorką to nie jestem. Malik zmarszczył brwi i przyjrzał mi się od góry w dół. Jego wzrok zatrzymał się na niepozbieranych dokumentach, które nadal leżały na podłodze. Głupia! – pomyślałam. Popatrzył na mnie, potem znowu na papiery, a ja zauważyłam, że drzwi są nadal otwarte. Teraz albo nigdy. Ruszyłam szybkim sprintem, minęłam zdezorientowanego Zayna w korytarzu i wybiegłam przez drzwi. Myślałam, że mi się uda, kiedy czyjeś ręce owinęły się wokół mojej talii zacieśniając mnie w morderczym uścisku.
- Nigdzie się nie wybierasz, panienko. Najpierw zapłacisz za to co zrobił twój ‘pożal się Boże’ chłopak – wyszeptał mi do ucha, a ja dostałam odruchów wymiotnych.

*

Przekręcałem się niespokojnie z jednego boku na drugi i cały czas nie mogłem się pozbyć tej cholernej myśli z głowy: A co jeśli on ją zabił? Nie wybaczyłbym sobie gdyby ten psychol zabił [T.I] tym bardziej, że byłaby to tylko i wyłącznie moja mina. Mogłem nie ruszać Payne'a.
Warknąłem podnosząc się na równe nogi. W celi było ciemno, jedyne światło dochodziło przez niewielkie okienko w drzwiach. Musiałem coś zrobić. Nie mogłem siedzieć tak bezczynnie podczas gdy on mógł już rozprawiać się z moją dziewczyną. Oblizałem wargi i przeczesałem swoje tłuste już włosy. Przez to, że poniosło mnie na dzisiejszej rozmowie z Louisem nie dowiedziałem się od niego żadnych konkretów i tak naprawdę byłem goły i wesoły.
Louis sobie nie poradzi – to było pewne. Ktoś inny musiał mi pomóc, a w tamtej akurat chwili jedyną deską ratunku był on. Niall Horan – pierdolnięty na całej linii kucharz, diler narkotyków, oraz mój kolega z ławki. Chodziliśmy razem do szkoły średniej, ale ostatnio w ogóle się nie widzieliśmy. Wiedziałem, że interes dobrze mu się kręci. Trochę głupio było mi pytać o pomoc, ale nie miałem wyjścia. Trudne czasy wymagają drastycznych rozwiązań.
Podszedłem do drzwi i rozejrzałem się w poszukiwaniu dyżurnego. Był akurat blisko, więc zawołałem:
- Panie Smith!
Policjant podszedł do mnie i z miną bez wyrazu zapytał:
- Co jest Styles?
- Mama taką małą prośbę – zacząłem. – Czy mógłbym na chwilę zadzwonić, proszę?
Musiałem być miły, chociaż najchętniej potraktowałbym go swoją pięścią.
- Nie – opowiedział krótko.
Okej. Czyli pora na moje sprawdzone już kłamstwo.
- Ale, panie Smith. Moja dziewczyna wczoraj rodziła. Chciałbym po prostu dowiedzieć się co z nią i dzieckiem. Proszę mnie zrozumieć. Zostałem ojcem, a nawet nie wiem czy to chłopiec, czy dziewczynka. – spuściłem głowę.
Teraz tylko czekać aż zmięknie mu serce.
- Ugh… Najpierw robią dzieci, a później do pierdla się pakują. Ach, ta młodzież. Dobra, chodź – powiedział i otworzył celę.
Zakuł mnie w kajdanki i poprowadził do budki z telefonem. Stanąłem przed nią i jakimś cudem udało mi się wybrać numer Nialla nawet z kajdankami na nadgarstkach, które swoją drogą kurewsko mnie uwierały.
Rozmowa telefoniczna
- Niall Horan, słucham? -usłyszałem głos po drugiej stronie.
- Tutaj Styles, Harry Styles – odchrząknąłem.
Rozejrzałem się patrząc czy Smith nie stoi w pobliżu. Uff… gadał z kimś.
- Styles? Kurwa, jak miło cię słyszeć. Podobno w więzieniu byłeś, już cię zwolnili? – spytał ze swoim irlandzkim akcentem.
- Nie, dzwonię z pierdla. Mam do ciebie ważną sprawę. Musisz mi pomóc… - zacząłem.

________________
C.D.N 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ! :)

24 sierpnia 2013

Niall #4


...Zmieszana popatrzyła na mnie i cały nie ład w pokoju, aż nagle odrzekła zdziwiona.
- A gdzie Alex? Zapewne poszła się odświeżyć..- spytała spokojnie.
- To chyba ja się pani powinienem o to pytać, nie Alex nie widziałem tu wcale..- odpowiedziałeś.
- Jak to!? To Ty nie wiesz, gdzie ona jest!? - zdziwiona odparła.
- Nie, dopiero co tu przyszedłem i zastałem ten widok, drzwi także były tak otwarte. - Niall zaczął się tłumaczyć.
- Boże! Moje dziecko zginęło! - krzyknęła z niedowierzaniem.
- To pani do jasnej cholery nie wie gdzie ona jest?! - odpowiedział zły.
- Nie mam pojęcia o 07:30 właśnie teraz miałam ją zbudzić, miała mieć spotkanie o pracę! - Wykrzyczała.
- Więc gdzie może być?! - krzyknąłeś zdesperowany.
- Nie mam pojęcia...Telefon jest, torebka też, ale nie ma jej pidżam w których poszła spać! - bezradnie wymruczała.
- Więc myśli pani, że ktoś ją porwał? 
- Wszystko na to wygląda, gdyby sama uciekła wzięłaby ze sobą komórkę i na pewno się przebrała! Boże, moje dziecko, moja Alex...- odparła zdruzgotana.
Nagle do pokoju wszedł ojciec Al, Leeroy i brat Alex, Max.
- Co tu się dzieje? Co to za krzyki z rana?! - spytał pan Smith.
- Nie ma Alex! Ktoś ją porwał! - krzyknęła pani Victoria.
- Jak to? Skąd wiesz? - rozpaczliwie spytał pan Leeroy.
- Wszystkie jej rzeczy są, w domu jedynie nie ma pidżam w których spała! A po za tym..nie znasz naszej córki?! Jest zbyt wrażliwa, żeby mogła tak zostawić dom i uciec. - mówiła z żalem.
- Może, musiała pilnie wyjść lub poszła pobiegać?! - odparł.
- Ty już nie myślisz racjonalnie Leeroy'u! W pidż..- Niall nie dał dokończyć pani Smith.
- Ktoś się musiał włamać! Zamek od drzwi jest rozwalony..ktoś szperał przy tym łomem. - poinformował Niall.
Nagle do Niall'a zadzwonił telefon, był to Harry, kolega z zespołu.
- Stary gdzie Ty się podziewasz?! My na Ciebie czekamy w wytwórni..- krzyknął.
- Dzisiaj nie dam rady się pojawić.. - powiedział smutnie blondasek.
- Żartujesz?! Dziś mieliśmy omawiać przebieg teledysku do BSE! Musisz być, chyba jeszcze należysz do tego zespołu nie!? 
- Trudno powiedz, że mnie nie będzie i tyle..
- No a niby czemu?! Co się niby miało takiego stać? - nerwowo syknął.
- Al zaginęła. Chyba ktoś ją porwał! - rozpaczliwie wyjąkał.
- Co jak to?! Boże..To co innego. Zaraz tam z chłopakami będziemy. - loczek się rozłączył.

                               * 10 minut później*
Chłopcy przyjechali. Niall zadzwonił po policję a zaraz wszyscy się zjechali i zaczęło się śledztwo.
Nagle Lou odparł.
- Słuchajcie El chce ze mną się pilnie spotkać w galerii. Muszę jechać, ale jak tylko będę mógł przyjadę z powrotem...Trzymaj się stary! - pobłażliwie rzekł do Niall'a.
- Dzięki. - Irlandczyk sztucznie się uśmiechnął.
Lou odjechał. Niall myślał o jego słowach, w pamięci utknęło mu szczególnie jedno słowo. A mianowicie GALERIA. Nagle zerwał się na równe nogi i szybko ruszył w stronę auta.
- Ej Gdzie się wybierasz?! Nie możesz teraz odjechać. Jesteś świadkiem a zarazem podejrzanym..przewalisz sobie jeszcze bardziej! - szybko rzekł Zayn.
- Muszę coś załatwić! - nerwowo krzyknął.
- To jadę z Tobą! - rzekł mulat.
- Nie załatwię to sam..sorry. - powiedział odjeżdżając.
                                   *Niall odjechał*
- Co on znowu kombinuje? - Zayn szepnął do siebie.

_____________________________________________
C.D.N.
I jak podoba się Wam? :) Mi wcale..ale mimo wszytko zapraszam do czytania :D
Przepraszam za błędy..
Czytasz = Komentujesz :)
Życzę miłego czytania.
                                     

Imagin part 3/5

olecam piosenkę: Liberty Walk

   Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa, kurwa. Jak tylko mnie stąd wypuszczą to osobiście zajmę się Malikiem. Niech się boi o swoje jaja. Odetnę mu je i powieszę nad kominkiem (jeśli kiedykolwiek będzie mnie na takowy stać).
Westchnąłem głęboko siadając na łóżku w celi. Otaczały mnie cztery murowane ściany, a ja powoli dostawałem szału. Chodziłem cały czas po tym małym gówienku i mruczałem pod nosem wiązanki przekleństw. Byłem tutaj niecałe dwa dni, a już brała mnie kurwica. Tym bardziej kiedy myślałem o [T.I]. Powinienem ją chronić, sprawiać by była szczęśliwa, a gdzie jestem? W więzieniu. Zawaliłem na całej linii.
Przejechałem ręką po swoim kilkudniowym zaroście i zacisnąłem oczy próbując jakoś się uspokoić. Wyobraziłem sobie moją dziewczynę. Jej kasztanowe włosy, duże, głębokie oczy i śniadą cerę. Uśmiechała się do mnie pokazując swoje dwa małe dołeczki w policzkach. Ludzie mówili, że była jak damska wersja mnie. Cóż, wyglądem rzeczywiście trochę mnie przypominała, ale [T.I] miała zupełnie inny charakter. Był opanowana, zawsze myślała zanim coś zrobiła. Ja działałem pod wpływem chwili i niestety… nieraz tego pożałowałem.
  Z rozmyślań obudził mnie dźwięki otwieranych krat. Odwróciłem się i zobaczyłem policjanta patrzącego na mnie krzywym wzrokiem.
- Styles, masz gościa! – oznajmił.

Gość? Dzięki Bogu. Od razu podniosłem się z łóżka i podszedłem do gliny pozwalając mu się zakłóć w kajdanki. Najchętniej przyjebałbym mu w tę krzywą mordę, ale miałem już wystarczająco kłopotów. Prowadzony długim korytarzem do sali odwiedzin zastanawiałem się kto to może być. Najbardziej prawdopodobną opcją był Louis, ale szczerze – miałem cichą nadzieję, że to będzie [T.I]. Chciałem wyjaśnić jej tą całą sytuację, przeprosić i uspokoić. Tak bardzo chciałem poczuć jej ciepło wokół siebie.
Usiadłem na drewnianym krześle, a po chwili usłyszałem kroki i w pokoju pojawił się Louis. Uśmiechnąłem się szeroko, bo chociaż to nie była [T.I] to miło zobaczyć swojego przyjaciela w tym zapomnianym przez Boga miejscu.
- Hej, Stary. Widzę, że nieźle się trzymasz - zażartował siadając naprzeciwko mnie, też na krześle i opierając swoje ręce na stole.
- Haha – przewróciłem oczami, a uśmiech znikł z mojej twarzy.
- Jak się masz? – spytał. – Dzwoniłem już do kilku osób. Stan ma ci załatwić alibi, pokombinuję jeszcze trochę i za góra tydzień będziesz w domu. To zabawne, że ten Payne przyniósł ci więcej problemów niż niejeden znany gangster.
Zachichotał, ale mi nie było do śmiechu.
- Co z [T.I]? – zapytałem bez ogródek.
Brunet przełknął głośno ślinę, a jego twarz dziwnie pobladła.
- Yyyy… [T.I]… - zaczął niepewnie.
- Co znaczy ‘yyyy’, Tommo? Mów o co chodzi – syknąłem.
Jeśli coś by się jej stało, to przysięgam iż bym sobie tego nie wybaczył.
- Od wczoraj jej nie ma. Wybiegła gdzieś przed południem i do dziś nie wróciła – wymruczał spuszczając głowę.
Zamarłem. On sobie kpi, prawda? Wstając gwałtownie z krzesła warknąłem:
- Jak to nie wróciła?! Ty sobie kurwa żarty ze mnie robisz?! W takiej sytuacji nie powinieneś nawet wypuścić jej z domu idioto!!! Ty wiesz co Malik może z nią zrobić jak ją znajdzie?!
To był szczyt. Cały czerwony zacząłem wygarniać Louisowi wszystkie moje żale. Dwóch policjantów już do nas biegło. Tomlinson stał cicho aż w pewnym momencie BUM!
- Nie drzyj się na mnie kurwa, bo to ty jesteś jej chłopakiem i ty powinieneś jej pilnować i nie dopuścić, że stało się to co ma miejsce teraz.. To ty kurwa powinieneś przy niej być, a nie ja, bo to TY jesteś jej chłopakiem!!! – krzyknął.
Nie odpowiedziałem, bo zostałem brutalnie odciągnięty od Louisa i wyprowadzony z sali. Jestem beznadziejny.

*

Obudziłam się i przetarłam swoje zaspane oczy. Poczułam jak grudki makijażu zbierają się pod moimi powiekami. Musiałam wyglądać jak gówno. Rozejrzałam się dookoła i przeraziłam się rejestrując dokładnie każdy milimetr kwadratowy tego pomieszczenia. Nigdy tam nie byłam! Leżałam na małej zielonej kanapie przykryta kocem. Za mną była mała kuchnia, a przede mną telewizor i drewniany stolik. Jakim cudem się tu znalazłam?
- Obudziłaś się – usłyszałam czyjś głos i automatycznie popatrzyłam skąd pochodzi.
W drzwiach pojawił się mulat o niemal czarnych włosach, czekoladowych oczach i zniewalającym uśmiechu, którego poznałam wczoraj. Zayn. Stanął w drzwiach i zaczął mi się przyglądać.
- Cześć [T.I] Jak spałaś? – spytał miłym głosem.
- Dobrze, chyba – odparłam niepewnie. – Co ja tu robię?
Chłopak podszedł nieco bliżej i usiadł na stoliku.
- Jesteśmy u mnie w domu. Wczoraj w nocy trochę się rozkleiłaś i pomyślałem, że nie będziesz w stanie sama wrócić do domu, więc zabrałem cię do siebie – wytłumaczył.
Uśmiechnęłam się lekko, czując gorąco na moich policzkach.
- Dziękuję.
Zayn zachichotał.
- Nie ma za co, co zjesz na śniadanie? Może naleśniki? – spytał.
Przygryzłam dolną wargę kiwając głową na znak zgody.
- No to może zrobimy tak. Ty pójdź do łazienki i się odśwież, a ja usmażę te naleśniki – zaproponował.
- Bardzo dobry pomysł – poparłam.
Kiedy już znalazłam łazienkę postanowiłam jakoś się ogarnąć. Przemyłam twarz i usunęłam resztki rozmazanego makijażu, włosy związałam w niezgrabnego koczka, a z resztą niestety nie mogłam nic zrobić. Kiedy wróciłam powitał mnie zapach pysznych naleśników. Usiedliśmy w Zaynem do stołu i zjedliśmy posiłek.
- Jesteś świetnym kucharzem – powiedziałam nadziewając naleśnika z dżemem na widelec.
- Och, miło mi – zaśmiał się.

Kiedy skończyliśmy, Zayn oznajmił:
- Ja muszę załatwić jedną sprawę. Możesz się w tym czasie tutaj rozgościć.
- Nie, ja już powinnam wracać do domu – zaprzeczyłam.
- Nie! – warknął gwałtownie na co się wzdrygnęłam.
Huh? Czemu nie chciał wypuścić mnie do domu? Patrzyłam na niego nieco zdezorientowanym wzrokiem. On odchrząknął zakłopotany drapiąc się po karku.
- Znaczy się, odwiozę cię jak wrócę.
- Oh, okej – mruknęłam.
I tyle go widziałam. Zniknął po chwili w korytarzu, a ja usłyszałam jedynie dźwięk zatrzaskiwanych drzwi. Posprzątałam naczynia, zmyłam je, a później usiadłam na kanapie. Wyciągnęłam w tylnej kieszeni swoich spodni komórkę, na tapecie byliśmy ja i Harry. On dawał mi całusa w policzek, a ja szczerzyłam się do obiektywu. To było jakiś miesiąc temu, pamiętałam ten dzień, w którym zrobiłam to zdjęcie.
Wytarłam łzę spływającą mi po policzku i westchnęłam cicho. Ale to już nie wróci, Harry mnie stracił. Schowałam komórkę z powrotem i zaczęłam czekać na Zayna próbując myśleć o wszystkim byle nie o Harry’m. Po jakiejś godzinie siedzenia na kanapie zaczęło mi się nudzić, więc wstałam i zaczęłam rozglądać się po pokoju. Podeszłam do komody, na której stało kilka ramek ze zdjęciami. Chwyciłam w dłonie jedną z nich. Na fotografii było dwóch małych chłopców. W jednym z nich rozpoznałam Zayna, ale drugi wcale nie było do niego podobny. Miał jaśniejszą karnacją i włosy, oraz zupełnie inne rysy twarzy. Zastanawiało mnie kim był dla Zayn’a, bo zauważyłam go również na następnych zdjęciach. Odstawiłam ramkę na miejsce i niechcący zrzuciłam kupkę dokumentów leżących na komodzie. Kucnęłam i zaczęłam je zbierać.
- O kurwa! – pisnęłam.
Moje serce na kilka minut stanęło kiedy wśród sterty kartek i papierów zauważyłam zdjęcie swoje i Harry’ego. Było zrobione z ukrycia dokładnie dzień przed jego aresztowaniem. Niech mi ktoś wyjaśni co to do kurwy nędzy jest i kim jest Zayn!!! Oparłam się o ścianę czując jak nogi się pode mną uginają. Nie miałam pojęcia o co chodzi, ale byłam pewna, że muszę stamtąd jak najszybciej uciekać. Dlatego też wzięłam swoje rzeczy i pobiegłam do drzwi. Ale co się okazało? Były zamknięte.
- Jestem kurwa w czarnej dupie – mruknęłam osuwając się na podłogę

________________________________________________________________________-
mam nadzieję,że się spodoba :)
CZYTASZ? = KOMENTUJESZ! :)