Dedykacje :
KAROLINA GRACA
MARIA HAREŃSKA
AGA ŚMIGIELSKA
Harry
WŁĄCZCIE SOBIE TA PIOSENKĘ The One That Got Away
Pozmywałam po obiedzie, sprzątnęłam w kuchni i wreszcie miałam nieco czasu dla siebie. John wyjechał na jakieś spotkanie rybaków i byłam sama w domu. Usiadłam na brzegu łóżka w swojej sypialni i myślałam co ze sobą zrobić. Rozglądałam się dookoła aż moją uwagę przykuła półka z książkami. Podeszłam do niej. Na samym dole stała sporych rozmiarów drewniana skrzynka. Wyciągnęłam ją, choć nie było to łatwe z dokuczającym mi od pewnego czasu bólem krzyża. Cóż, starość nie radość. Postawiłam skrzynkę na łóżku sama na nim siadając. Był w niej ogromny album, kilka drobnostek z młodości i srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie serca. Wyciągnęłam go. Westchnęłam na samo wspomnienie o dniu, w którym go dostałam. Zapowiadał się wspaniale, ale wcale taki nie był…
To były moje dwudzieste urodziny. Spałam smacznie kiedy poczułam na sobie jego ciepłe, umięśnione ręce. Przygarnął mnie do siebie i przytulił mocno.
- Sto lat. – wyszeptał mi do ucha.
Uśmiechnęłam się i obdarowałam go czułym pocałunkiem w usta. Odpłacił się tym samym.
- Kocham te nasze wspólne poranki. Szkoda, że zdarzają się tak rzadko – stwierdziłam.
Harry popatrzył w moje oczy po czym odgarniając mi włosy z czoła powiedział:
- Wiesz, że nic na to nie poradzę. Inni mają normalne zawody, ja jestem w zespole.Przytaknęłam po czym kładąc swoją głowę na torsie bruneta dodałam w myślach: Na dodatek ten zespół jest sławny.
Poleżeliśmy jeszcze chwilę, jednak Harry musiał szykować się na wywiad w radiu i z naszego wspólnego śniadanka nici.
- Kochanie. Nie bądź zła. Wynagrodzę ci to, obiecuję. – pogładził mnie po policzku.
Mimowolnie się uśmiechnęłam i pozwoliłam sobie na pieszczoty, ale nadal byłam wściekła.
- Ale są moje urodziny. Nawet wtedy musisz chodzić na jakieś cholerne wywiady. – narzekałam.
Loczek wywrócił teatralnie oczami, cmoknął mnie w policzek, wziął swoją marynarkę i wyszedł.
- Ostatni raz ci na to pozwalam. – zagroziłam żartobliwie kiwając przy tym palcem.
- Też cię kocham. – zaśmiał się, a chwilę potem już odjeżdżał swoim białym porsche.
Westchnęłam tylko i usiadłam na kanapie. Było mi naprawdę przykro, że nawet w taki dzień musiał gdzieś jechać. Oczywiście uwielbiałam chłopaków i cieszyłam się, że One Direction zrobiło taką karierę, ale nieraz wolałabym żeby Harry był zwykłym nastolatkiem. I tak na rozmyślaniach minęło mi pół dnia. Odebrałam kilka telefonów od znajomych i rodziny, którzy dzwonili aby złożyć mi życzenia urodzinowe, sprzątnęłam w kuchni i pooglądałam telewizję. Około siedemnastej dostałam telefon od Harry’ego.
- Cześć [T.I]. Wybacz, że tak późno, ale mieliśmy jeszcze niezapowiedzianą sesję. – wytłumaczył na wstępie.
- Yhy. – rzuciłam obojętnie.
- No nie złość się, Skarbie, Kochanie, Kotku… - wymieniał.
Uwielbiałam jak to robił, to było urocze.
- No dobra, dobra co chciałeś? – powiedziałam.
- Za dwadzieścia minut będę w domu. Ubierz się ładnie, mam dla ciebie niespodziankę. – oznajmił po czym nawet nie czekając na moją odpowiedź rozłączył się.
Czyli jednak moje urodziny nie miały skończyć się jak każdy inny dzień? Ta myśl poprawiła mi humor. Postanowiłam się wyszykować. Założyłam elegancką czarną sukienkę do kolan, błyszczące balerinki, zrobiłam delikatny makijaż i byłam gotowa do wyjścia.
Czekałam niecierpliwie na Harry’ego aż wreszcie usłyszałam dzwonek do drzwi. Spóźnił się o ponad godzinę. Chwila, chwila przecież on ma klucze do domu? Zaniepokojona pobiegłam otworzyć. W drzwiach stał Louis – był cały roztrzęsiony. Jego oczy poczerwieniały, a ręce niespokojnie drżały.
- Co się stało Lou? – zapytałam spanikowana.
- [T.I] chodź, musisz jechać ze mną do szpitala. – wydusił po czym kilka pojedynczych łez popłynęło po jego policzkach.
- Boże, Louis powiedz mi co się stało. Coś z Harrym? – powiedziałam niemal na jednym wdechu.
- Ha… Harry miał wypadek samochodowy. Wpadł w poślizg. Chodź! – ponaglił mnie.
Nawet nie zamykając mieszkania pobiegłam za brunetem. Wsiedliśmy do jego samochodu, który z piskiem opon ruszył w kierunku szpitala. Nie minęło piętnaście minut, a my już biegliśmy korytarzem do odpowiedniej sali. Byłam taka wystraszona i zdezorientowana, że nawet nie płakałam. Czułam tylko jak straszne dreszcze przebiegały przez moje ciało, a bicie serca z każdą chwilą przyśpieszało. Wreszcie stanęliśmy. Na krzesłach siedzieli Zayn, Niall ocierający łzy i dzwoniący gdzieś Liam.
- Co z nim? – zapytałam pomijając powitanie.
- Źle – wykrztusił Zayn, który uporczywie wpatrywał się w jakiś punkt na ścianie.
Louis poprosił pielęgniarkę, a ta pozwoliła mi wejść do Harry’ego. Ledwo trzymając się na nogach przekroczyłam próg sali. Kiedy go ujrzałam, łzy automatycznie popłynęły mi z oczu. Zakryłam usta dłonią próbując jakoś stłumić przeraźliwy jęk. Jego perfekcyjna twarz cała podrapana, duże rozcięcie nad czołem, lśniące brązowe loki owinięte były bandażem, lewa noga i prawa ręka zagipsowano. Wszędzie miał jakieś rurki.
- Harry… - wyszeptałam podchodząc do niego.
Stęknął po czym przeniósł swój wzrok na mnie. Uśmiechnął się delikatnie. Pogłaskałam jego dłoń próbując jakoś powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu.
- Nie płacz. – powiedział ochrypłym głosem.
Nie wytrzymałam. Mój głośny płacz rozległ się na sali.
- Ciiii – mówił. – Nie płacz [T.I]. Wszystko będzie dobrze.
- Uspokoiłam się nieco gdy chwycił mnie swoją ciepłą dłonią i tak jak zwykle zaczął ją delikatnie gilgotać. Zachichotałam, na co jego twarz rozpromieniła się. Popatrzył na mnie. Jego zielone tęczówki rejestrowały każdy milimetr mojego ciała.
- Właśnie taką chcę cię zapamiętać. Wesołą, jak zwykle roztrzepaną. – zaśmiał się. – Szkoda, że ty zapamiętasz mnie takiego. – wskazał na swoje poturbowane ciało.
Nic nie powiedziałam. Nie mogłam. Nagle przed oczami stanęły mi wszystkie chwile spędzone wspólnie z Harrym. Robiliśmy tyle szalonych rzeczy. Tatuaże, nocne imprezy, po których zawsze leczyliśmy kaca leżąc w łóżku i słuchając muzyki. Nie chciałam tego zapominać. Jego chciałam zapominać Harry’ego. Jego ślicznych oczu, uśmiechu, w którym zawsze ukazywał rządek swoich równych białych ząbków i tych dołeczków w policzkach.
- Harry nie umieraj! – wykrzyczałam niemalże.- Ciiii, spokojnie. – pogłaskał mnie po ramieniu. – Wiesz co? Mam coś dla ciebie.
Zaciskając zęby z bólu sięgnął ręką pod poduszkę. Wyciągnął stamtąd wielki, srebrny naszyjnik z wisiorkiem w kształcie serca. Podał mi je. Otworzyłam serduszko i znalazłam w nim nasze wspólne zdjęcie, gdy się obejmowaliśmy.
- Wszystkiego najlepszego Kotku, Słońce, Żabko…- zaczął znów wymieniać.
- Dziękuję, jest śliczny. – uśmiechnęłam się.
- Przynajmniej to ci po mnie pozostanie. – westchnął.
- Nawet tak nie mów Harry. – skwitowałam.
Przełknął głośno ślinę. Jego oczy nagle posmutniały, a z twarzy zniknął uśmiech.
- Kocham cię [T.I] nie zapominaj. – wyszeptał.
Chwilę potem jego oczy się zamknęły, a dłoń opadła wolno na poduszkę. Maszyny zaczęły piszczeć, a ja nie wiedziałam co się dzieje. Zaczęłam krzyczeć, a gdy do pokoju wparowali lekarze po prostu rzuciłam się na Harry’ego. Zaczęłam go całować, przytulać, próbowałam go jakoś obudzić. Wszystko na nic. Odszedł, już na zawsze…
Nawet nie poczułam łez lecących po moich policzkach. Ściskając w dłoni srebrne serce myślałam o nim. Tak bardzo mi go brak. Nieraz kładłam się do łóżka z nadzieją, że gdy rano się obudzę ujrzę jego uśmiechniętą twarz, nieraz siadałam przy oknie licząc na to, że ujrzę go nadjeżdżającego do domu, nieraz myślałam, o tym, czy jest przy mnie i się mną opiekuje. Boże, gdybym tak mogła cofnąć czas, sprawić by nie doszło do tego wypadku….. Niestety nie mogę, a Harry, Harry już na zawsze pozostanie tym, który odszedł.
czytasz? komentujesz ! :)
O mój Boże, ja nawet nie zauważyłam, że płacze. ;( !! Pięknie :))
OdpowiedzUsuńSmutne Rycze
OdpowiedzUsuń